Home Kącik Ornitologa Od świtu przy odpadach
Od świtu przy odpadach PDF Drukuj Email
Wpisany przez Krzysztof Pawlukojć   
wtorek, 05 stycznia 2016 11:29

Bez mleczka, ale z charakterem

Może być z mleczkiem, może być mała czarna, w filiżance, w kubku, z cukrem, bez cukru - na sto sposobów! Każdy ma swoją ulubioną kawkę. No chyba, że ktoś z gorących płynów toleruje jedynie herbatę. Wówczas polecam kawkę z dziobem, piórami i niezwykłym charakterem. Nie zawiera kofeiny, nie podnosi ciśnienia - taką kawką można się delektować. Jest tylko jeden problem. Ze swojego doświadczenia wiem, że częste z nią obcowanie może uzależniać...

WNĘKA SIĘ NALEŻY

 

Bezwzględnie najbardziej miejski ze wszystkich miejskich ptaków krukowatych. Obecny w małych miasteczkach i wielkich aglomeracjach, na peryferiach i w centralnych częściach, w parkach i betonowych osiedlach. W śmiałości, swobodzie i nachalności w stosunku do dwunożnych gospodarzy zurbanizowanych przestrzeni ustępują już chyba tylko miejskim gołębiom. Kawka w mieście funkcjonuje doskonale. Nauczyła się i przystosowała do życia blisko człowieka. To dzięki swojej inteligencji, zdolnościom adaptacyjnym, umiejętności znalezienia się w nowych sytuacjach wywalczyła sobie silną pozycję w hierarchii miejskiego ptactwa. I broni jej zaciekle! Chociaż nie zawsze tak było.

Początkowo kawki zamieszkiwały głównie obrzeża lasów, a swoje gniazda zakładały w opuszczonych dziuplach (w górach również w szczelinach skalnych). Dopiero po drugiej wojnie światowej nastąpiła gwałtowna ekspansja tych ptaków na tereny miast. Ruiny i powojenne zniszczenia to krajobraz wyjątkowo smutny i przykry. Ale nie dla kawek. W uszkodzonych budynkach, czy wręcz gruzowiskach było mnóstwo otworów, załomów i wnęk, które w dużym stopniu mogły imitować nadrzewne dziuple. A więc kawki masowo przenosiły się na nowe dla siebie środowiska pod hasłami: "mieszkanie dla każdego", czy też "czy się stoi, czy się leży własna wnęka się należy" itp. Czas PRL-u niewątpliwie był dla kawek okresem dobrobytu. Budownictwo w tamtych czasach zdecydowanie im sprzyjało i spełniało wszelkie wymogi. Rosnące jak grzyby po deszczu osiedla i blokowiska oferowały równocześnie "przydziałowe" schronienia dla miejskiego ptactwa. Poddasza, wnęki, szczeliny, otwory wentylacyjne dostarczały mnóstwo możliwości dla skrzydlatych towarzyszy. Swoją drogą ówczesna władza myślała o wszystkich obywatelach, nawet tych z dziobami...


Obecnie kawki nie mają już takich dogodnych warunków. Nowoczesne technologie w budownictwie, systemy dociepleń, nowe patenty i innowacyjne rozwiązania raczej nie przewidują w swoich projektach dzikich, ptasich lokatorów. O byle wnękę, wyrwę, czy otwór w betonowej konstrukcji tym razem o wiele trudniej. Stąd też miejskie ptactwo zaczyna się drapać po głowie. Co dalej?  Póki co w Polsce jeszcze ten pęd ku nowoczesności odbywa się nierównomiernie i w miarę powoli, stąd też krajowa populacja miejskich kawek ma się jeszcze całkiem nieźle. Jednak w wielkich miastach Europy Zachodniej postęp budownictwa niemal całkowicie wyeliminował obecność tych pożytecznych ptaków krukowatych. Przykładowo w olbrzymim Berlinie naliczono tylko ok. 100 par gniazdujących kawek.  Nie lepiej jest w Brukseli, gdzie zagęszczenie tych ptaków w mieście wynosi tylko nieco ponad 2 pary na km kwadratowy. Kawki kraczą o pomoc i na ten apel odpowiadają ornitolodzy i miłośnicy ptaków z wielkich europejskich aglomeracji. Żeby zatrzymać, a wręcz powiększyć liczebność kawek wywiesza się na budynkach specjalne skrzynki lęgowe lub w samych konstrukcjach przygotowuje się umyślnie odpowiednie otwory, w których miejskie ptaki mogłyby się zagnieździć.

"KOŃSKIE" JEDZENIE

 

Jedną z cech, która łączy nas - rozumnych ludzi - z dreptającymi po trawnikach kawkami jest wszystkożerność. Owoce, warzywa, mięso, ziarna - w zależności od pory i okoliczności lądują na naszych stołach. O tym samym również myślą i marzą kawki. Oczywiście ta wszystkożerność człowieka jest tylko z założenia. Są w końcu osoby, które nie spożywają mięsa, albo takie, które odżywiają się wyłącznie frytkami i hamburgerami. Te indywidualne preferencje wytworzyły się u nas tylko i wyłącznie z dobrobytu - mamy wybór i z tego ochoczo korzystamy. U kawek takie żywieniowe "fanaberie" nie występują. Masz okazję, masz szansę, masz możliwość - łykaj czym prędzej, gdyż w ptasim świecie każdy pokarm to towar deficytowy. Czy to dżdżownica, czy to zdechła mysz, czy jaja w przypadkowo znalezionym gnieździe - trzeba konsumować nim nadleci konkurencja. Warto również korzystać z urodzaju jarzębiny, czy innych jagód (sezonowo), a także resztek z ludzkich stołów (zawsze).

Jak dalece niewybredne są kawki przekonałem się już dawno temu, kiedy jeszcze na miejskich ulicach widywało się pojazdy napędzane za pomocą maksymalnie dwóch koni niemechanicznych. Może nie wyglądam, ale pamiętam takie czasy. Duże wówczas wrażenie zrobił na mnie widok kawki, która na jezdni wygrzebywała resztki pożywienia w pozostawionych na asfalcie, powiedzmy... efektach ubocznych zużywanego przez końskie pojazdy paliwa. To mistrzostwo świata, żeby w tak przerobionym "towarze" można było jeszcze coś wartościowego wyszukać. A kawka znalazła i jeszcze była z tego zadowolona!
Właśnie dzięki zaangażowaniu w tych poszukiwaniach, skrupulatności, systematyczności i pracowitości ptaki te są cenione w miejskiej przestrzeni oraz zyskały, całkiem słusznie, miano stworzeń pożytecznych. Są oczywiście hałaśliwe, trochę nachalne, mogą być dokuczliwe. Jednak duża grupa kawek jest w stanie przeprowadzić każdego dnia całkiem skuteczną akcję oczyszczającą miejskie ulice i trawniki z wszelkiego rodzaju zalegających odpadków i gnijących resztek pożywienia. My śmiecimy, kawki "sprzątają". To chyba całkiem wygodny dla nas układ i warto go podtrzymywać.

OD ŚWITU PRZY ODPADACH


Zadziwienie wśród kawek panuje nieustanne - "dlaczego ludzie wyrzucają tyle przydatnego jeszcze jedzenia? Jak można dopuszczać do takiego marnotrawstwa?" Oczywiście kawki się dziwią, ale się też cieszą. Dla nas jednak powinno być trochę wstyd. A może nawet i bardzo wstyd! Ptaki szybko orientują się w topografii miasta i sprawnie rejestrują punkty, które warto odwiedzać i kontolować. Miejskie śmietniki, targowiska, okolice sklepów i restauracji to miejsca obowiązkowe na codziennej trasie każdej zaradnej kawki. A jeżeli jeszcze w bliskim sąsiedztwie uda się zlokalizować jakieś rozległe śmietnisko, wysypisko odpadów, czy plac składowiskowy to jest już pełnia "kawczego" szczęścia.

Właśnie takim prawdziwym rogiem obfitości dla okolicznych kawek stał się Zakład Unieszkodliwiania Odpadów Komunalnych w Spytkowie. Regularne dostawy świeżego towaru to podstawowa zaleta tego miejsca. W dodatku liczy się też sposób podania, jak w dobrej restauracji.  Za pomocą ciężkiego sprzętu odpady na placu są rozmieszczane warstwowo i równomiernie. Dzięki temu ptaki mają ułatwiony dostęp i możliwość przeglądu całej zawartości. Nic więc dziwnego, że wśród kawek teren zakładu to "lokal" popularny, polecany i niewymagający szczególnej reklamy. Co rano całe stada niewyspanych czarnych ptaków ciągną w stronę zakładu niczym na pierwszą zmianę do pracy. Pan Prezes zapewne nie miałby nic przeciwko temu, aby z taką chęcią i takim entuzjazmem co dzień przy bramie ZUOK-u meldowali się również etatowi pracownicy. Trudno jednak dotrzymać kroku motywacji wygłodniałych ptaków...
Przez cały dzień wśród ptaków przebywających w obrębie zakładowego składowiska można zobaczyć charakterystyczne "gołębiowate" sylwetki kawek. Różnią się zdecydowanie od innych ptaków krukowatych. Są mniejsze, bardziej krępe, mają krótsze dzioby i bardziej zaokrąglone głowy. Oczywiście główną cechą charakterystyczną tych ptaków są szaro ubarwione boki głowy i kark. Kiedy po raz pierwszy w dzieciństwie obserwowałem kawki wydawały mi się one... bardzo stare. Układ barw tworzący specyficzną siwą "fryzurę", w dodatku z łysinką na czubku w moim małym wówczas rozumku był ewidentnym i jednoznacznym sygnałem, że ptaki te zostały nadszarpnięte zębem czasu. Nie mogłem zrozumieć tylko jednego. Dlaczego otaczały mnie tylko i wyłącznie sędziwe i wiekowe osobniki, a nigdzie nie mogłem wypatrzeć kawki bez "posiwiałej" głowy.

GAŁKI ZE WSCHODU

 

Zdecydowanie największe natężenie kawek przebywających na terenie ZUOK-u zaobserwowałem późną jesienią i zimą. Wówczas stada zalatujących na plac ptaków liczyły w przedziale od 100 do 200 osobników. Jednak w tym czasie to już nie były nasze kawki. To Misza, Wania, Marusia, Tania i reszta kamandy. Ptaki, które lęgną się w naszych okolicach na czas zimy w większości odlatują na zachód bądź południowy - zachód Europy. Kawki to ptaki częściowo wędrowne. Około 70% krajowej populacji podejmuje okresowe migracje, a w szczególności osobniki z naszego regionu. Na zimę przybywają za to do nas całe zastępy kawek z północno - wschodniej części kontynentu. Tym razem jednak to już nie są kawki. To są gałki. Bo tak w języku rosyjskim brzmi nazwa tego gatunku. A prawdopodobnie duża rzesza zimujących u nas kawek pochodzi właśnie z tamtego regionu. Dlaczego kawka jest kawką? Nasza nazwa pochodzi zapewne od głosów wydawanych przez te ptaki, które są bardziej miękkie i nie tak kraczące, jak w przypadku innych przedstawicieli rodziny. W głosach kontaktowych kawek bardzo często można wychwycić charakterystyczne "kau". A że są to ptaki niesłychanie kontaktowe i gadatliwe dźwięki te powtarzane są dosyć często.

Zimujące kawki (a raczej gałki) żerujące w ZUOK-u na noclegi wracają do miast. Wówczas łączą się w olbrzymie stada, które jeszcze długo po zmierzchu kręcą się po poszarzałym niebie szukając dogodnych miejsc do odpoczynku. Co rusz osiadają na drzewach, by po chwili ponownie całą zgrają wzbić się w powietrze. W tym czasie trwają przepychanki, targi, kłótnie i rozdzielanie najlepszych miejscówek zgodnie z hierarchią. W takim olbrzymim stadzie ustalić odpowiedni porządek nie jest łatwo, tak więc codzienne czynności kwaterunkowe kawek muszą potrwać.  Na noclegowiska nadają się parki, zadrzewione miejskie cmentarze, a także przydrożne szpalery drzew. Byle się trochę schować i bezpiecznie przetrwać do ranka. Niestety, takie olbrzymie stada składające się nawet z tysięcy ptaków mogą w mieście trochę narozrabiać. Szczególnie w miejscach noclegowych.

Ostatnio lokalne portale internetowe publikowały fotografie ławeczek na placu w centralnej części miasta, które po kilku nocach zostały pokryte tajemniczo dodatkową białą powłoką. I nie był to niestety efekt wieczornych prac ekip malarskich. To nocujące w dużej zbiorowości kawki po prostu oddały to co zjadły żerując w ZUOK-u i na miejskich ulicach. Można zrozumieć złość i oburzenie mieszkańców na czarne towarzystwo. Jednak recepty na to znaleźć nie sposób. Przepłoszone ptaki znajdą sobie miejsce w innej części miasta i tam zrobią swoje. Na pocieszenie dodam, że wiosną problem zniknie, bo duże stada zimujących kawek wrócą na lęgowiska. Po drugie całą winę za nocne nieczystości należy obarczyć gałki. Nasza, rodzime kawki są bardziej kulturalne i swoje potrzeby z pewnością załatwiają na stronie... Tak więc niech nikt nawet nie próbuje w wiosennym okresie lęgowym mieć jakieś pretensje i patrzeć z niesmakiem na te sympatyczne ptaki. Bo kawka mimo wszystko jest w mieście potrzebna! Nawe więcej, jest dla miasta niezbędna!!!! W końcu od kawki można się uzależnić!

Zmieniony: czwartek, 03 marca 2016 07:53