Home Kącik Ornitologa Drapieżny i bezwzględny Myszołów
Drapieżny i bezwzględny Myszołów PDF Drukuj Email
Wpisany przez Krzysztof Pawlukojć   
czwartek, 11 lutego 2016 06:10

OKO W OKO Z DRAPIEŻNYM MYSZOŁOWEM

Przez wiele lat były prześladowane i niszczone przez człowieka. Przykleiła się do nich łatka szkodników i bezwzględnych drapieżników. Zemsty szukali rolnicy za swoje zaduszone kury, rewanżu szukali również myśliwi i leśnicy za zające, kuropatwy, czy bażanty. A tymczasem to wszystko były pomówienia i kalumnie.  Myszołowy po prostu obrywały po ogonie nie za swoje grzechy. Paradoksalnie to ptaki pożyteczne dla człowieka i układu sił w środowisku naturalnym...

BAJKA Z MORAŁEM

Obecnie na szczęście ta negatywna nagonka na myszołowy to już przeszłość. Za ochroną tych ptaków i ich dobrą reputacją stoi prawo, jak też świadomość ludzka przez lata urabiana przez ornitologów i wnikliwych obserwatorów przyrody. Tak to już jest, że przyczyną wszelkich uprzedzeń i prześladowań najczęściej bywa po prostu brak wiedzy. Podobna historia dotknęła również myszołowy. A cała opowieść to niezły materiał na klasyczną bajkę. A może spróbuję? A więc dawno, dawno temu lud wiejski żył skromnie i ubogo, a nadzwyczaj pracowicie. Złą sławią w okolicy cieszył się bezwzględny jastrząb - doskonały łowca i drapieżnik. Podstępnie i znienacka rzucał się na bezbronne wiejskie gołębie, kury i małe kaczątka. Nie było tygodnia, żeby nie wyrządził szkód w jednej lub drugiej zagrodzie. Strudzonym i ubogim mieszkańcom żal patrzeć było na straty i porwane ukradkiem niebożątka, które hodowali z uczuciem i należytym oddaniem.  Pewnego wieczora miarka się przebrała. Po kolejnym udanym polowaniu jastrzębia ludność się zebrała przy przydrożnej kapliczce i zaczęła radzić. Pomysłów było wiele: a to ustanowić warty przy zagrodach, a to nie wypuszczać drobiu z kurników... Jednak sołtys uciszył wszystkich zebranych i przemówił:  "trza nam iść do lasu, do leśniczówki i rozmówić się z myśliwym Maciejem. On ma dubeltówkę i dobre oko, raz na zawsze pozałatwia nasze sprawy...".  Tak postanowili i delegacja z sołtysem wybrała się na skraj lasu. Maciej powitał przybyłych i wysłuchawszy ich opowieści tylko podkręcił wąsa, bez słowa chwycił za dwururkę i zapakował garść śrutu do kieszeni.  Tymczasem zbliżała się wiosna. Do okolicznego lasu powróciła para myszołowów z dalekiej zimowej wędrówki. Ptaki radosne po szczęśliwej podróży z zapałem zabrały się za budowę gniazda. A że piękna tego dnia była pogoda i słońce świeciło żarliwie, niesione zewem wiosennej radości i budzącego się życia, wzbiły się w powietrze i szybowały ciesząc się wolnością i swobodą. Wtem krążące ptaki dostrzegła wiejska delegacja z sołtysem i myśliwym Maciejem na czele. "To jastrzębie" - zakrzyczał ktoś z tłumu-"poznaję po ostrych szponach i zakrzywionym dziobie!". "Strzelaj Macieju"- zawtórował drugi głos - "Bierz na cel oba nikczemne ptaki". A Maciej tylko podkręcił wąsa, wycelował i posłał pociski pod same niebo. Bach, bach, bach! I pierzaste ciała lecą z nieba bezwładnie, już bez radości i zupełnie bezsilne.  Cieszył się lud i świętował zbierając z podłoża martwe drapieżniki.  Tak oto bohaterski Maciej uratował ich od ptasiego złodzieja i grabieżcy.  Jednak wielkie było zdziwienie wieśniaków, kiedy wieczorem tak jak zwykle nad wioską pojawił się cień znajomej sylwetki jastrzębia i najbezczelniej w świecie porwał w swych szponach najdorodniejsze kaczątko. A morał z tej bajki prosty jak pacierz: nie stawiaj wyroków póki winnego za rękę nie złapiesz!

MYSZY PRZEDE WSZYSTKIM

 

W mojej bajce rola klasycznego czarnego charakteru przypadła jastrzębiom. W dzisiejszych czasach nikt już jednak takiej wizji nie upowszechnia.  Od 1976 r. wszystkie gatunki ptaków drapieżnych są pod ochroną i każdy, kto je zabija, rani i niszczy ich gniazda najzwyczajniej w świecie łamie prawo. Nikt nie powinien podważać ich pożytecznej roli, bez względu czy mowa o myszołowach, jastrzębiach, krogulcach, błotniakach, kaniach, czy sokołach.
Jednak jeszcze przed wojną i po wojnie ptaki drapieżne tępiono i nawet zachęcano do wszelkich akcji destrukcyjnych. To swoiste odwety za kury, za zające, za kuropatwy, za gołębie... Najczęściej obrywało się myszołowom. Jastrzębie, czy krogulce to ptaki wyjątkowo skryte, ostrożne i niesłychanie dynamiczne. Rzadko wychylają się ze swoich tajnych ukryć, a jak już to robią to ich lot jest szybki i błyskawiczny. Strzelec musiał mieć dużo szczęścia żeby natrafić na jastrzębia i jeszcze więcej sprytu i refleksu, żeby go przeszyć ołowiem. Myszołowy z kolei chętnie szybują w powietrzu, krążą leniwie długimi minutami. Często również przesiadują w widocznym miejscu na otwartej przestrzeni. To był zatem dużo łatwiejszy i częściej napotykany cel.
A najtrudniej zaakceptować fakt, że tym myszołowom obrywało się trochę za niewinność. W końcu jaki z niego łowca? Gołębia, ani żadnego ptaka w locie nie złapie, bo zbyt powolny i niezgrabny. Do kurnika, ani na posesje nie wtargnie, bo zbyt płochliwy. Zająca nie chwyci, bo zbyt ślamazarny. Chyba, że ma do czynienia z osobnikiem chorym lub osłabionym. Pozostaje drobna zdobycz, a więc myszy i inne gryzonie, żaby, jaszczurki, a nawet większe owady.  Największym atutem myszołowów jest ich dokonały wzrok. Dlatego też ich ulubioną metodą jest polowanie z zasiadki.  Przesiadują wtedy nieruchomo nawet całymi godzinami na wystającym krzewie, słupie, paliku, czy ogrodzeniu i wypatrują ruchomych istot w najbliższym otoczeniu. Kiedy zauważą sylwetkę, bądź falującą nienaturalnie trawę wówczas ... jeden sus i ... albo pełen sukces, albo dziób na kłódkę! Często też patrolują teren szybując ponad polami i łąkami, a czasem nawet przemierzają pieszo wyszukując bezkręgowców lub piskląt w ptasich gniazdach. Tak, czy owak "na stołach" myszołowów w największej ilości lądują myszy, czy się to komuś podoba, czy nie. A więc rolnicy, którzy w przeszłości likwidowali okoliczne myszołowy, tak naprawdę wyzbywali się swoich dobrodziei i sprzymierzeńców. Już w kultowej komedii "Sami Swoi" Pawlak odgrażał się Sołtysowi w obronie praworządności w stosunku do kota, za którego dał dwa kwintale pszenicy, że o rowerze nie wspomnę, wyrażając się słowami: "Ej ty, sołtys! Może by tak sam swoje myszy łapał". W taki sposób do nieprzychylnych rolników powinien zakwilić również każdy przyzwoity i asertywny myszołów.

KAŻDY W INNEJ SZACIE

 

Zimową porą jednak nie tylko o mysz trudno, ale i o cokolwiek odżywczego do jedzenia. Myszołowy są ptakami częściowo wędrownymi. Niektóre osobniki odlatują na zachód Europy, jednak część decyduje się pozostać w naszym kraju na zimę. Dodatkowo na okres zimowych miesięcy do miejscowych myszołowów dołączają populacje z północno-wschodniej części kontynentu. W niektóre lata jest ich więcej, w inne mniej. Wszystko zależy od aury, temperatury i ilość śniegu.  Jedno jest pewne - to dla tych ptaków niezwykle trudna pora roku.  Wiele myszołowów w tym czasie ginie z głodu. Ale dosyć tego pesymizmu i czarnowidztwa. Trzeba wziąć się w garść i jakoś sobie radzić. Dla zimujących drapieżnych ptaków bardzo ważnym źródłem pożywienia jest padlina. Martwe, duże ssaki przyciągają całe grupy wygłodniałego ptactwa, które o każdy kęs toczą między sobą zaciekłe walki. W takich zbiorowiskach zwykle prym wiodą myszołowy, doskonale przygotowane do skrzydlatej bijatyki. Oczywiście obowiązuje żelazna zasada: "kto pierwszy ten lepszy". Najlepiej jest zlokalizować taki łup przed konkurencją i choć przez pewien czas mieć całe "danie" tylko dla siebie. Myszołowy o tym doskonale wiedzą i w tym celu przeszukują całą okolicę nadzwyczaj pieczołowicie i systematycznie. Często również przesiadują w pobliżu asfaltowych dróg licząc na łup w postaci zwierząt przejechanych przez samochody.  
Rozpoznawanie ptaków drapieżnych do najłatwiejszych nie należy. Tym bardziej, że rzadko możemy mieć okazję, żeby się im przyjrzeć przez dłużą chwilę. To ptaki niezwykle płochliwe i unikają spotkań z człowiekiem. Najczęściej widzimy je z daleka, w locie, tylko przez moment. Żeby właściwie oznaczyć gatunki potrzeba czasu, doświadczenia i wprawnego oka.
Z myszołowami jest jednak jeszcze trudniej, gdyż ptaki te mają wyjątkowo zmienne upierzenie. W zasadzie bardzo ciężko jest zobaczyć dwa dokładnie tak samo wyglądające osobniki.  Od ciemnobrunatnych i brązowych, po jasnokremowe, a nawet niemal całkowicie białe. W dodatku niektóre są bardziej jednolicie ubarwione, inne z kolei mają jaśniejsze plamy na piersi. Są myszołowy o bardziej prążkowanym spodzie, są o zupełnie białej głowie, wielobarwne, jednobarwne, niemal zupełnie ciemne... Nie ma nudy i monotonii, a dobierając się w pary myszołowy mogą przebierać w różnych typach ptasiej urody. Jednak wydaje się, że dla ptaków drapieżnych wygląd nie jest decydującym kryterium przy wyborze ewentualnego kandydata. Liczą się inne walory, jednak nie będziemy zdradzać wszystkich tajemnic.
Biorąc pod uwagę te wszystkie okoliczności dla nas pozostaje kluczowe pytanie: jak rozpoznać tego nieszczęsnego myszołowa podczas przypadkowego spotkania? Najlepiej po sylwetce. Jest to dosyć krępy ptak o grubej szyi, szerokich skrzydłach i krótkim, wachlarzowatym ogonie. Należy zwrócić również uwagę na jeden szczegół: w locie szybującym myszołowy unoszą skrzydła lekko ku górze w kształcie litery V.

TŁUSTA ŚWINKA POWRÓCI

 

W czasie zimy myszołowy chętnie odwiedzają również wysypiska i składowiska odpadów. Szczególnie, gdy są ustronnie położone z dala od miast i zwartej zabudowy. Po pierwsze w resztkach i myszołowy mogą coś wygrzebać. Po drugie zaś takie miejsca przyciągają olbrzymie stada ptaków, które w sprzyjających warunkach mogą stać się potencjalną zdobyczą wygłodzonych drapieżników.
Doskonały miejscem do obserwowania zimowych myszołowów jest teren Zakładu Unieszkodliwiania Odpadów Komunalnych w Spytkowie. Już od początku grudnia drapieżne ptaki nieśmiało zaczynały pojawiać się w okolicach placu składowiskowego. Najczęściej krążyły wysoko w powietrzu odzywając się sowim przeciągłym "hiiijjjeee". Wyglądało jakby ptaki chciały dokładnie rozpoznać sytuację panującą w obrębie zakładu, wybadać tzw. "grunt", upewnić się na ile mogą sobie pozwolić... To był swoisty rekonesans.
Jednak w kolejnych tygodniach myszołowy czuły się coraz pewniej i zaczęły stale przesiadywać na obrzeżach placu. Pojawiła się zatem szansa na bliski kontakt i możliwość sfotografowania efektownych ptaków. Dużo czasu musiało upłynąć zanim mi się to udało. Wiele było prób i podejść, mnóstwo godzin spędzonych w ukryciu pomiędzy gnijącymi gąbkami, a starymi, męskimi sandałami, często w znacząco ujemnej temperaturze. Były kruki, były kawki, były wrony siwe, ale myszołowy tylko z daleka obserwowały całe zamieszanie przesiadując w koronach wysokich drzew. Na szczęście pewnego dnia drapieżniki się nade mną zlitowały. Po trzech godzinach leżenia na brzuchu na śniegu w temperaturze ośmiu stopni poniżej zera, między czarnym stadem ptaków krukowatych zauważyłem w końcu krępą sylwetkę brązowego "drapola".  Początkowo oddzielały nas całe zastępy żerujących kawek i gawronów. Z ptasiego tłumu wystawała tylko głowa myszołowa z charakterystycznym zagiętym, żółtym dziobem. Nagle "myszak" szybkimi susami zaczął przemieszczać się w moim kierunku płosząc po drodze czarne towarzystwo. Coraz bliżej i bliżej. Jeszcze kilka metrów. A to historia, jeszcze nigdy nie byłem tak blisko myszołowa. A on dalej kurs obrany na moja skromną osobę. Przez głowę przeleciało błyskawicznie wiele rozmaitych myśli, nawet te niedorzeczne. A może ten bezwstydnik ma chrapkę na mnie? Może wziął mnie za martwą, tłustą świnkę w opakowaniu, którą chętnie uszczknąłby nieco sowim hakowatym dziobem? W końcu kto żywy leżałby tyle czasu na wysypisku. Tylko martwa świnka!
Nie doszło jednak do konsumpcji miłośnika ptaków. Dwa metry przede mną myszołów wykonał efektowny skok  i coś wylądowało w jego szponach., Nie zdołałem dostrzec, czy było to jakieś żywe stworzenie, czy resztki wyrzuconego pożywienia. Myszołów napuszył się, zasłonił swoim ciałem zdobycz i powoli zaczął zajadać. Oczywiście widok udanej akcji zwabił dwóch jego kompanów, którzy próbowali domagać się podziału tego bliżej nieokreślonego łupu.
Zrobiłem myszołowom tego dnia około 100 zdjęć. Ale wcale nie zaspokoiło to mojego apetytu na ptaki drapieżne. Nie zastopowało mojej ciekawości i chęci kolejnych bliskich spotkań. A więc drogie myszołowy, niedługo tłusta świnka powróci na składowisko!!!

Zmieniony: czwartek, 03 marca 2016 07:56