Home Kącik Ornitologa Gołębiowy arystokrata
Gołębiowy arystokrata PDF Drukuj Email
Wpisany przez Krzysztof Pawlukojć   
środa, 31 sierpnia 2016 09:09

GRZYWACZ - GOŁĄB Z CHARAKTEREM

Z jednej strony brutalny, bezwzględny i niesłychanie agresywny.  Z drugiej zaś łagodny, delikatny i uczuciowy. Bywa skryty, tajemniczy i niedostępny. Czasami jednak pospolity, zwykły i wręcz nachalny. Wiele wcieleń, mnóstwo sprzeczności, różnorodne oblicza i tylko jeden gołąb. Jednak to gołąb wyjątkowy, arystokrata gołębiowy -  najmocniejszy, największy, najbardziej widowiskowy, najbardziej ekspansywny! To po prostu gołąb grzywacz!

Z LASU DO MIASTA

Bardzo, bardzo, bardzo dawno temu, czyli w czasach mojej młodości gołębie grzywacze były na naszych terenach rzadko widywane. Był to ptak skryty, płochliwy i ukrywał się przed człowiekiem w rozległych kompleksach leśnych. Jako maluśki chłopczyk próżno przy oknie czekałem przy karmniku wyglądając za tym największym przedstawicielem gołębi. W mojej głowie grzywacz jawił się jako ptak tajemniczy, dziki, niedostępny. Pożądliwie spoglądałem na jego fotografie w książkach i atlasach w nadziei, że kiedyś uda mi się na własne oczy zobaczyć tego niespotykanego mieszkańca lasów. Tymczasem minęło lat niemal czterdzieści (choć do końca trudno mi w to uwierzyć), a mit z dzieciństwa o nieposkromionym i nieokiełznanym gołębiu runął, jak długi, niczym Mur Berliński, czy pomniki Lenina. Obecnie to ptak pospolity, wszechobecny, plączący się po miejskich chodnikach i trawnikach pośród gawronów, kawek, czy miejskich gołębi. Widoczny jest w miastach - w centralnych częściach i na peryferiach, skolonizował obszary wiejskie, tereny rolnicze, nieużytki. Jest obecny niemal wszędzie, niezbyt płochliwy, pozwala się obserwować nawet z bliskiej odległości. Na dzień dzisiejszy spotkać grzywacza to prawie taka sama trudność jak spotkać wróbla.

Przez tych kilkadziesiąt lat grzywacze zasiedlające naszą szerokość geograficzną dokonały olbrzymiego przeskoku - od zera do bohatera. Zresztą tą tendencję obserwowało się już wcześniej u populacji zamieszkujących zachodnią część Europy. Od ptaków uzależnionych od swojego leśnego środowiska, hermetycznych, izolujących się, stroniących od miejskiego zgiełku przekształciły się w istoty wszędobylskie, otwarte, kolonizujące nowe tereny, środowiska, odnajdujące się w odmiennych warunkach. Powstaje zatem pytanie, jakim cudem strategia funkcjonowania przestawiła się w tych niewielkich w końcu gołębich główkach w tak krótkim czasie o pełne sto osiemdziesiąt stopni? Po pierwsze to świadectwo tego, że potrafią kombinować, więc tak naprawdę te głowy naszą wcale nie od parady. Umiejętność przystosowywania się do nowych miejsc, warunków i sytuacji to duży atut i plus dla gatunku. Po drugie to również efekt rozwoju populacji leśnych, gdzie dla niektórych par najnormalniej w świecie zaczynało brakować miejsc. A biorąc pod uwagę, że samce grzywaczy przywiązują niesłychaną wagę do swojego określonego terytorium, bliskie sąsiedztwa, czy zagęszczone kolenie tych gołębi nie wchodziły i nie wchodzą w grę. A że przy tym okazało się, że ci leśni "banici" nieźle skorzystali na wyprowadzce z zielonej gęstwiny, kolejne pokolenia nawet nie planowały powrotu do pierwotnych środowisk. W końcu przy człowieku i bezpieczniej, i pożywienia dodatkowego można znaleźć, i konkurencja nieco mniejsza... A gniazda można równie komfortowo zakładać na drzewach w miejskich parkach, na cmentarzach, na skwerach, placach, czy w ogrodach.

POKAŻ MI SZYJĘ

Zatem można dojść do wniosku, że obecnie grzywacz, kiedy jest widoczny, obecny i niemal oswojony w mieście i poza miastem to ... nuda, nuda i jeszcze raz nuda! W końcu to co łatwo dostępne nie budzi już takiego zainteresowania. Nic z tych rzeczy. Przynajmniej dla mnie, osoby związanej z grzywaczem dziecinnymi marzeniami i emocjami, nie mniejszymi niż dzisiejsze pokolenia z bohaterami kreskówek, czy gier telewizyjnych. Właśnie w takich czasach dorastałem, gdzie atlas przyrodniczy, czy inne książki, były tym, czym dzisiaj myszka od komputera, tablet, smart fon, czy pilot od telewizora. A grzywacz, mimo że miejski, już pospolity, znany i widziany to nadal bardzo wdzięczny obiekt do obserwacji i spotkań. To ptak, który dysponuje dużą ilością dynamicznych zachowań, postaw, przyzwyczajeń, rytuałów i odruchów. I jest jeszcze druga strona medalu. Łatwy dostęp i możliwość swobodnych spotkań z grzywaczem to może być dodatkowy atut. Żeby poznawać świat ptaków nie zawsze trzeba pełzać po odludnych bagnach, co najmniej 100 km od miasta.

Oczywiście grzywacz pod względem swojego zurbanizowania wciąż jeszcze znacznie ustępuje kosmopolitycznym i obecnym niemal w każdej aglomeracji na świecie gołębiom miejskim. Mimo bliskiego pokrewieństwa oba gatunki nie stanowią dla siebie większej konkurencji i zdecydowanie tolerują swoje sąsiedztwo. Przede wszystkim dlatego, że raczej nie wchodzą sobie w drogę i mają zupełnie odmienne preferencje gniazdowe. Gołębie miejskie zakładają swoje "mieszkania" w budynkach -  w szczelinach, zakamarkach, na strychach i poddaszach, gzymsach i parapetach. Z kolei grzywacze, tak jak w lasach, tak i w miastach, gniazda budują w koronach drzew lub niżej w rozwidleniach gałęzi.

Gołąb do gołębia podobny. Jak więc odróżnić naszego grzywacza od tej całej pstrokatej rzeszy gołębi - mieszczuchów, drepczących po targach, skwerach, placach i rynkach? Wbrew pozorom to nie jest trudne zadanie. Grzywacze to ptaki wystarczająco charakterystyczne, choć oczywiście spełniają wszelkie standardy budowy i pokroju  obowiązujące w gołębiowatej rodzinie. Ciemno- popielaty wierzch ciała z niebieskawym nalotem, sino-różowa pierś, żółte oko oraz czerwony dziób - tak wygląda zarówno samiec, jak i samica. Najbardziej wyrazistymi cechami diagnostycznym grzywaczy są jednak widoczne z daleka białe plamy po bokach szyi. A więc działamy w myśl zasady - pokaż mi swą szyję, a powiem ci kim jesteś... I jeszcze niezwykłe sylwetki grzywaczy z wydatną piersią, dosyć długim ogonem i małą główką. Sprawiają wrażenie obłych, niezgrabnych i ociężałych ptaków. Jednak to tylko pozory, gdyż werwy i dynamiki im nie brakuje.

ZALOTY I BÓJKI

Kto nie lubi zimy i mrozów ręka do góry! Wśród lasu rąk widać również uniesione skrzydło. To grzywacz, który zdecydowanie opowiada się za cieplejszym i łagodniejszym klimatem. Wszędzie tam, gdzie zimą temperatura spada poniżej zera wszystkie okoliczne grzywacze pakują swoje manatki i na kilka miesięcy przenoszą się na zachód kontynentu. Populacje z południa i zachodu Europy nie muszą stawać przed takim dylematem i prowadzą osiadły tryb życia. Najlepszą porą do obserwacji grzywaczy jest wczesna wiosna, kiedy powracające z zimowisk samce ustalają swoje rewiry i ... rozpoczynają długotrwałe i wymyślne zaloty do swoich wybranek.  Gołębie ogarnia szał uniesień, namiętności i nieokiełznanych instynktów. Samice mogą podziwiać piękne i widowiskowe loty tokowe potencjalnych kandydatów  "na męża". Trzeba się dobrze zaprezentować, pokazać swoje walory, możliwości, stworzyć odpowiedni klimat. A gdzie do takich popisów znaleźć lepsze i bardziej widoczne miejsce niż podniebne przestworza i przestrzeń. Samce podrywają się w powietrze charakterystycznie uderzając skrzydłami, co przypomina klaskanie. Tak jakby chciały dodatkowo zaakcentować rozpoczęcie występu i zwrócić na siebie dodatkowo uwagę całego otoczenia. Później jeszcze tylko kilka mocnych energicznych zamachów wznoszących ptaki na odpowiedni pułap, po czym z rozpostartymi skrzydłami szybują lotem ślizgowym ukazując swoją dobrą kondycję oraz atrakcyjny i dorodny wygląd. Taki układ wykonują z wieloma powtórzeniami.  Gdy pojawi się moment zmęczenia dalsze występy kontynuują w postaci prezentacji werbalnej - naziemnej (najlepiej gdzieś z eksponowanego i wysokiego punktu). Wówczas do znudzenia można słyszeć specyficzne czterosylabowe, monotonne gołębie pohukiwania.

A więc zaloty z klasą, kulturą i poukładanym porządkiem. Jednak tylko do czasu, kiedy w pobliżu na horyzoncie pojawi się "klaszcząca" sylwetka innego kawalera. Wówczas wszystkie zasady i reguły idą w zapomnienie. Do głosu dochodzą inne argumenty: siła pięści, a konkretnie skrzydła. Samce grzywaczy nie tolerują w sowim otoczeniu jakiejkolwiek konkurencji.  Śmiałek, który pojawi się w rewirze gospodarza działa jak płachta na byka. Nie ma ostrzeżeń, podchodów, kalkulacji. Jest po prostu szybka reakcja i ... zadyma. Samce rzucają się na siebie z niesłychana furią i dynamicznie okładają się skrzydłami przez długie minuty. Walka trwa zarówno w powietrzu, jak i na ziemi. W miejskim parku obserwowałem walkę dwóch grzywaczowych rywali, która trwała ponad 10 minut, z krótkimi przerwami na złapanie oddechu. Takie zmaganie to też dodatkowy sygnał dla samicy o możliwościach i kondycji ich potencjalnego partnera.

TOAST ZA GRZYWACZE

Gdy jednak grzywacze szczęśliwie dobiorą się w pary, samce ukazują swoje zupełnie odmienne oblicze. Są delikatne, uczuciowe, opiekuńcze, wierne... Same plusy dodatnie. Potrafią przesiadywać przy sobie na ustronnej gałązce przez długi minuty i "miziać się" dziobkami wzajemnie po głowach - delikatnie, z wyczuciem, sprawiając drugiej stronie wyraźną przyjemność. Później, gdy już w gnieździe pojawią się jaja, samce okazują się odpowiedzialnymi i opiekuńczymi "tatusiami" i "mężami". Pomagają, karmią partnerkę na gnieździe, zmieniają ją w tym monotonnym obowiązku, później przynoszą pożywienie dla swoich maluchów. A gdy te opuszczą gniazdo obowiązek dokarmiania pociech w całości spada na samce, gdyż samice nie tracą czasu i przystępują do kolejnego zniesienia. Grzywacze nie próżnują i w ciągu jednego sezonu trzy, a czasem nawet i cztery razy przystępują do lęgów. Gdyby tak jeszcze mogły skorzystać z programu "Rodzina 500 Plus..."

Jak przystało na wszędobylskie ptaki, które ekspansywnie wkraczają do nowych środowisk, grzywacze pojawiają się również na placu Zakładu Unieszkodliwianie Odpadów Komunalnych w Spytkowie. Nie biorą jednak udziału w przeczesywaniu hałd odpadów z mewami i krukowatymi.. Po pierwsze nie mają do tego warunków i odpowiedniego warsztatu. Po drugie odżywiają się głównie pokarmem roślinnym - nasionami, zbożami, owocami, a nawet młodymi liskami. Takiego pożywienia w sezonie wiosenno - letnim mają pod dostatkiem w swoim otoczeniu. Na placu jest jednak coś innego co je przyciąga. To woda, o którą w czasie suchych i upalnych dni wcale nie jest tak łatwo. A w ZUOK-u woda jest! Czasem mniej, czasem więcej, ale jest! A więc cóż, jak już mamy coś do picia to wypada wznieść toast! Nie ma problemu - "za zdrowie grzywaczy niech każdy co ma pod ręką wypić raczy...".



Zmieniony: środa, 31 sierpnia 2016 10:35