Home Kącik Ornitologa Z Mewą Białogłową zabawa w chowanego
Z Mewą Białogłową zabawa w chowanego PDF Drukuj Email
Wpisany przez Krzysztof Pawlukojć   
czwartek, 12 stycznia 2017 08:58

Z MEWĄ BIAŁOGŁOWĄ ZABAWA W CHOWANEGO

Na Mazurach z mewami jesteśmy za pan brat.  Mewa Mazurowi nie dziwna i na odwrót. Białe ptaki towarzyszą  nam wszędzie - w portach, przy miejskich śmietnikach, na pomostach, przy wędkarzach, przy żaglówkach...  One nas poznały, rozgryzły i prześwietliły na wylot. Znają nasze słabości i potrafią korzystać z naszych pomysłów. My za to o nich z reguły wiemy niewiele. Wszystko co lata i białe to mewa i basta.  A tymczasem nie każdemu psu burek, a mewa niejedno ma imię. Kto wie choćby cokolwiek o... mewie białogłowej?

MEWIA  NIEPODLEGŁOŚĆ

Każdego ranka, tuż o świcie, stada białych ptaków leniwe i w rozproszeniu przelatują nad miastem w tym samym, wybranym kierunku. Wieczorem następuje analogiczny powrót. Ta trasa to dla dużych mew odcinek łączący dwa bardzo istotne punkty w okolicy. Pierwszym jest port i obrzeża jeziora Niegocin, które stanowią miejsce odpoczynku i noclegu, szczególnie po okresie wakacyjnym. Drugi z kolei to składowisko odpadów w Zakładzie Unieszkodliwiania Odpadów Komunalnych w Spytkowie - to stołówka, miejsce spotkań, wymiany doświadczeń, informacji. Tam się po prostu bywa. Oczywiście nie żeby jakoś bezustannie tkwić w jednym miejscu, bez względu na wszystko. Chodzi o to, aby codziennie zajrzeć, posiedzieć, coś przekąsić, jak miło i w porządku to zabawić dłużej. To dokładnie jak w przypadku renomowanego, klasowego i kultowego lokalu, który dla lokalnej społeczności staje się miejscem spotkań i centrum wydarzeń.
Nie od razu Kraków zbudowano, tak i nie od razu mewa białogłowa była mewą białogłową. To gatunek, który dosyć długo musiał "upominać się" o swoją odrębność. Aż do 1982 roku ptaki te uznawane były jedynie za podgatunek mewy srebrzystej - blisko spokrewnionej i podobnej z wyglądu. Jednak, że ornitologia to nauka dynamiczna, stagnacji i nudy nie znosi, więc i w mewiej systematyce się co pewien czas - niczym chochlą w gęstej zupie - zamiesza. To wszystko oczywiście z całym pożytkiem dla ptaków, które dzięki wnikliwości sztabu badaczy i fachowców zyskały odpowiednie miejsce w atlasach i encyklopediach, a tym samym swoją małą, mewią "niepodległość". I to jest fajne!
Jak już mamy nowy gatunek to potrzeba go jakoś nazwać. W tym przypadku wybór padł na określenie " białogłowa".  W przypadku żyjących w naszym kraju dużych mew ta nazwa raczej nie powala na kolana. W końcu pasuje niemal do każdego gatunku. Biel i mewa w naszej rodzimej przyrodzie to  jedno! To jak Jacek i Placek, Jaś i Małgosia, czy Kargul i Pawlak. Jedno bez drugiego trudno sobie wyobrazić. Czy więc ten "białogłowy" pomysł był zupełnie do niczego? Nie do końca.  Mewa białogłowa jest bardzo podobna do mewy srebrzystej. W sezonie lęgowym, szczególnie z dużej odległości można mieć duże kłopoty, aby poprawnie oznaczyć oba gatunki. Jest jednak w ciągu roku okres, kiedy staje się to nieco łatwiejsze. Taka sposobność pojawia się w czasie zimy! W szacie zimowej na głowach bliźniaczych mew srebrzystych pojawiają się drobne, delikatne kreseczki, dzięki czemu sylwetki tych ptaków zyskują szarawy nalot. Mewa białogłowa natomiast... pozostaje białogłowa. I tym razem identyfikacja mew nie jest już taka trudna, a ich nazwy okazują się wcale nie takie przypadkowe?

ZAKŁADOWY ZAWRÓT MEWIEJ GŁOWY

Jednak doświadczony i spostrzegawczy obserwator poradzi sobie z rozróżnianiem obu tych gatunków również w sezonie wiosenno - letnim. Mewa białogłowa ma nieco dłuższy i smuklejszy dziób z delikatnym podcięciem, ciemniejsze oko z czerwoną lub ciemnopomarańczową obrączką oczną, mniejszą głowę i dłuższe nogi. Młode ptaki również są do siebie podobne, szarobrązowe, w liczne łatki, prążki i kreseczki. Gdy jednak w stadzie zobaczymy młodzika z wyraźnie jaśniejsza głową odcinającą się od brązowego desenia grzbietu ciała to będzie oznaczało, że najprawdopodobniej przed nami wdzięczy się właśnie przedstawiciel najmłodszego pokolenia mew białogłowych.
Zakład w Spytkowie jest bardzo chętnie odwiedzany przez wszystkie okoliczne gatunki mew. To niemal punkt obowiązkowy. Tym bardziej, że ptaki te przemieszczają się w większych lub mniejszych grupach. Zawsze znajdzie się przewodnik, który pociągnie pozostałych w kierunku... śmieci. Preferencje pokarmowe i możliwości mew doskonale wpisują się warunki i ofertę, jaką dysponują dla ptaków składowiska odpadów. Mewa jest wszystkożerna i zje niemal wszystko, zarówno pokarm pochodzenia roślinnego, jaki i zwierzęcego. W dodatku może być stary, spleśniały, zbutwiały lub gnijący. Są przystosowane do pobierania takiego pokarmu i w żadnym wypadku im to nie szkodzi.
Z całej masy mew, które w ubiegłym roku przetoczyły się przez teren ZUOK-u w Spytkowie najbardziej w pamięci utknęła mi pewna młoda mewa białogłowa, której bardzo spodobało się życie pośród hal, magazynów, ciężarówek i spychaczy. Na tyle, że postanowiła zdecydowanie oddzielić się od swoich krewnych i kuzynów i w pojedynkę wieść żywot w uprzemysłowionej krainie szczęścia i dobrobytu. "Po co krążyć po okolicach, po co się męczyć, przemieszczać, wysilać" - kombinowała zapewne w swojej małej głowie młodziutka mewka - "Przecież wszystko co przeciętnej mewie do życia potrzeba jest na miejscu w Spytkowie". Na placu składowiskowym odpadów nie brakuje, a ich dostawy są regularne i wystawiane dosłownie pod sam dziób. Do tego w jednej części placu powstało spore rozlewisko, a więc i aquapark jest zapewniony, co dla ptaków wodnych nie pozostaje bez znaczenia. Są też wysokie budynki, na których można odpocząć i rozejrzeć się po okolicy. A więc mewi kompleks mieszkaniowo - wypoczynkowy na najwyższym poziomie.

GONITWA DLA ZDJĘCIA

Tymczasem mijały kolejne tygodnie sierpnia, a młoda mewa białogłowa czuła się w swoim nowym środowisku coraz pewniej. Jednak zazwyczaj chadzała własnymi ścieżkami. Kiedy inne mewy z zapalczywością walczyły o najlepsze kąski na składowisku ona wolała w spokoju i samotności spacerować po asfaltowych drogach tuż przy biurowcu i hali sortowni. Wyglądała na ciekawską  - wszędzie zaglądała, poznawała wszystkie zakładowe zaułki i zakamarki. Największą swobodę miała po godzinach pracy - wieczorami i w weekendy. Wtedy nie przeszkadzali pracownicy, przejeżdżające samochody, ani pracujące pełną parą maszyny i urządzenia. Jedynie moje wizyty trochę rozpraszały sielankę i mąciły spokój mewy. Ona, jak przystało na ciekawskie stworzenie, za każdym razem witała mnie, gdy tylko dojeżdżałem na zakładowy parking. Jednak zwykle po krótkiej wymianie uprzejmości "białogłówka" wracała do swoich zajęć. Najwidoczniej nie bardzo miała ochotę na dalszą integrację. Szczególną nieufność wykazywała w stosunku do mojego  aparatu fotograficznego. Kilka razy podążałem za nią między budynkami jak paparazzi za gwiazdą filmową. Znała mnie już doskonale i wiedziała, że nie jestem jakimś wielkim zagrożeniem, a jedynie męczącym natrętem. Uciekała na piechotę niczym wiejska kura, bawiąc się ze mną w kotka i myszkę. Mogła w końcu bez trudu w każdej chwili pozbyć się mojego towarzystwa wzbijając się w powietrze. Dlaczego tego nie robiła? Są dwa wytłumaczenia: albo robiła sobie żarty i przy tym nieźle się bawiła, albo w mojej osobie nie widziała zbyt zwinnego i zgrabnego stworzenia, które miałoby jakiekolwiek szanse, aby ją dopaść. Tak czy owak, w obu przypadkach ptak mnie trochę lekceważył. Mimo wszystko myślę, że udało nam się przez ten czas nawiązać jakąś nić sympatii. Kilka razy nawet udało mi się przechytrzyć moją mewę. Goniłem ją jak zwykle. Tym razem, gdy znikła za rogiem okrążyłem budynek z drugiej strony i ukryłem się za paletą z plastikowymi butelkami. Rozemocjonowany ptak dreptał równym tempem przekonany, że zostawił mnie w tyle. A tu niespodzianka! Zupełnie dla siebie niespodziewanie wtargnął tuż przed mój obiektyw. Tym razem to ja byłem górą. Tak się przez niemal dwa miesiące wspólnie bawiliśmy w chowanego, berka i inne zabawy. Za każdym razem kiedy byłem na terenie zakładu szukałem swojej znajomej młodej mewy białogłowej. Ostatni raz widziałem ją 11 września 2016r. Co się z nią mogło stać? Tego już nie dowiem się nigdy. Być może zgubny okazał się ten brak ostrożności i w nieszczęśliwym wypadku przejechał ją jakiś samochód lub inna zakładowa maszyna. A być może moja mewa po prostu dorosła i przestały już ją cieszyć zabawy i uroki życia w zindustrializowanym światku. Poczuła zew przynależności do grupy i udała się ze swoimi kuzynami na jesienną tułaczkę.  Będę się kurczowo trzymał tej drugiej wersji. Jedno jest pewne. Gdziekolwiek jest z całego serca życzę jej powodzenia!!!

Krzysztof Pawlukojć

Zmieniony: czwartek, 12 stycznia 2017 09:58