Home Kącik Ornitologa Spytkowskie Bociany
Spytkowskie Bociany PDF Drukuj Email
Wpisany przez Krzysztof Pawlukojć   
środa, 07 czerwca 2017 10:41

 

BOCIANY JAKICH NIE ZNAMY

Gdzie można zobaczyć tak duże skupiska bocianów białych w okolicy Giżycka, które w zwartych grupach tłoczą się niczym na przystanku autobusowym? Gdzie można podziwiać rzadki widok boćków porozstawianych trójkami na latarniach, jak na olimpijskim podium? Gdzie jest szansa obserwować te czerwonodziobe istoty, jak zabawiają się w drozdy, czy kosy przesiadując na obsypanych szyszkami czubkach wysokich świerków? Takie cuda tylko w ZUOK-u w Spytkowie. Plac składowiskowy na terenie zakładu dobitnie obnażył drugą naturę tych ptaków - leniwców, oportunistów, wygodnickich..., a z drugiej strony - towarzyskich, pomysłowych, ciekawskich, groźnych, a nawet natrętnych!!!

ŻERUJĄ I ODPOCZYWAJĄ

Wydaje się, że w ciągu kolejnych sezonów ranga placu z odpadami w Spytkowie wśród bocianów zdecydowanie wzrasta. Zlatują się chętniej, szybciej, liczniej, przesiadują coraz dłużej, są coraz bardziej śmiałe i niewzruszone na całą otoczkę zakładową. Nie wadzi im spychacz, samochody, ciągniki, a nawet fotograf brnący przez hałdy śmieci. To bociany, które poznały już całą specyfikę poruszania się w takich specyficznych warunkach. Wiedzą kiedy, co, gdzie i jak? Czasem spłoszone jakimiś mocniejszymi doznaniami ewakuują się pospiesznie i solidarnie. Jednak bardzo szybko nad placem widać ponownie charakterystyczne, kołujące sylwetki boćków. Kiedy oferta wysypiska jest nad wyraz atrakcyjna w sytuacjach alarmowych wycofują się jedynie na wysokie słupy, dachy budynków i latarnie. Liczą na szybką normalizację sytuacji i błyskawiczny powrót. Bocianom na wysypisku jest zdecydowanie za dobrze. Spędziłem na obserwacjach sypytkowskich "czerwonodziobów" wiele czasu i właśnie do takich wniosków doszedłem. Plac z odpadami to nie tylko miejsce do żerowania. Dla wielu z nich to po prostu miejsce stałego pobytu. To przede wszystkim przytułek dla wszystkich nielęgowych osobników, które z różnych względów nie przystąpiły do realizacji swojego nadrzędnego obowiązku. Takie ptaki przebywają na terenie zakładu przez długie godziny. Tam odpoczywają, spacerują, pielęgnują swoje upierzenie, a w wielu przypadkach nocują. Teren ogrodzony, w miarę bezpieczny, jest trochę wody i co najważniejsze stały prowiant dostarczany regularnie. A więc prawdziwe wakacje, jak w kurorcie z opcją "All inclusive". Wieść o tym "hotelu" dla bocianów musi roznosić się coraz szybciej, gdyż cieszy się coraz większą popularnością.
Drugą grupę stanowią z kolei ptaki, które przylatują na krótszy okres czasu, podczas którego nastawione są na intensywne żerowanie. Takie bociany przebywają od kilkunastu do kilkudziesięciu minut, po czym z własnej i nieprzymuszonej woli opuszczają składowisko lecąc w wyraźnym, konkretnym kierunku. To zapewne przedstawiciele frakcji zapracowanych rodziców, którzy wspierając się ofertą okolicznego wysypiska poszerzają sobie możliwości zapewnienia dostatku pokarmowego. Ruch w interesie na placu składowiskowym jest ogromny. W czerwcu 2016r. udało mi się zaobserwować jednocześnie 86 żerujących bocianów. W tym roku na razie rekordowa ilość to 58 ptaków.

KIEŁBASA I SZNUREK

Co ciągnie bociany w kierunku wysypisk? Co "serwują" wyjątkowego w restauracji ZUOK-u i podobnych tego typu lokalach? Czy stworzenia "myszożerne", "kretożerne", "jaszczurkożerne", czy "żabożerne" mogą otrzymać satysfakcjonującą ofertę? Dobrą okazją do tego, aby to sprawdzić były ubiegłoroczne międzynarodowe badania dotyczące funkcjonowania bocianów białych na wysypiskach śmieci, w ramach których prowadziłem regularne i długotrwałe obserwacje na składowisku w Spytkowie. Dodatkowych wniosków dostarczyła również bieżąca wymiana informacji i spostrzeżeń z pozostałymi uczestnikami tego projektu. Bez dwóch zdań, bocian na wysypisku głodny nie chodzi. Zajrzeliśmy im w talerze, a mówiąc konkretnie w dzioby i co się okazało?  Wśród połykanych pokarmów były m.in.: 200 g kiełbasy (prawdopodobnie podwawelskiej), stara skóra ze słoniny, skrzydło drobiowe w całości, sztuka mięsa bliżej nieokreślona w przedziale 200 - 400 g, a nawet... stary 10 cm sznurek. Czasem widać w amoku i w swojej łapczywości bociany potrafią spożyć zupełnie niejadalne przedmioty, co niestety może mieć dla nich przykre konsekwencje. Jednak pomiędzy starymi workami i szmatami na hałdach odpadów można wyciągnąć całkiem okazałe kąski. Dla nielęgowych banitów takie "łatwe" jedzenie, czyli bociani "fast food" to wygodne i wydajne żerowisko. Odstąpić od takich przyzwyczajeń... wcale nie jest łatwo. Stąd też po dobrym obiedzie - drzemka, odpoczynek w większej grupie, albo gdzieś w ustronnym miejscu. Wszystko jednak w obrębie zakładu - jeśli nikt nie goni i nikt nie straszy nie ma potrzeby opuszczania takiego terenu. Część ptaków też chętnie nocuje na składowiskach, a niektóre nawet próbują szukać pokarmu przy sztucznym oświetleniu latarni. A tyle się mówi, że nocne podjadanie jest niezdrowe.

NIEBEZPIECZNE GIGANTY I NIEPOWAŻNY MĘŻCZYZNA

Bocian widziany z daleka i bocian obserwowany z bliskiej odległości to dwa zupełnie różne stworzenia. Sielski i łagodny widok tych wioskowych ptaków, które dumnie paradują po ukwieconych łąkach to standardowy obrazek cieszący oczy zarówno miejscowych, jak i przyjezdnych. Bociek, jako symbol właściwej symbiozy człowieka z naturą sprawdza się doskonale. Przebywając w ukryciu na środku składowiska odpadów w Spytkowie miałem jednak okazję, żeby zerknąć na oblicze tych ptaków z innej perspektywy, z poziomu myszy, kreta, żaby, czy jaszczurki... Tym razem bociany jawiły mi się jako niebezpieczne giganty, dinozaury, wyposażone w długie i groźne niczym sztylety dzioby. Już na samym początku, kiedy kołowały nad placem, rzucały na ziemi swoje cienie z szerokimi skrzydłami przywołując na myśl padlinożerne sępy. Krążący nad odpadami bocian to sygnał zachęcający do działania dla kolejnych osobników. Tak na placu jeden po drugim pojawiały się następne, żądne łatwego i szybkiego pożywienia, długonogie ptaki. Dziesięć, dwadzieścia, trzydzieści... i jeszcze więcej. Takie stado już robiło wrażenie. Zakopany w hałdzie odpadów, niewidoczny dla bocianów, czułem się coraz mniej pewnie. Szczególnie, kiedy w moją stronę ruszył w dosyć dynamicznym rytmie cały szpaler tych ptaków zawzięcie przeczesujących teren swoimi potężnymi i zapewne ostrymi dziobami... Posuwały się zgodnie i bez większych zatargów. Każdy swoim torem i swoją ścieżką. Tylko z rzadka małe nieporozumienia wywoływały krótkotrwałe spięcia. Czerwone dzioby nieustannie sondowały i sprawdzały zawartość świeżo nawiezionych warstw odpadów. Szybko, dynamicznie, mechanicznie... Stado parło nieuchronnie w moim kierunku. Piętnaście metrów, dziesięć, już tylko pięć. Ja jeden - bocianów ze dwadzieścia. Każdy wielki, a pokaźne dzioby lśniły w słońcu niczym sztylety. W końcu już nie sięgałem wzrokiem ich głów, były tak blisko, że widziałem z pozycji leżącej jedynie nogi - czerwone, sztywne, patykowate... Zacząłem poważnie obawiać się o swój nos, swoje ucho, czy oko. W środku bocianiego stada wszystko może się zdarzyć. Z takiego punktu widzenia "cukierkowy" oraz niewinnych boćków zmienia się diametralnie. Tym razem to bezwzględne, groźne, mechanicznie precyzyjne, bystre i szybkie stworzenia. Ale tym razem się zdziwiły. Trzeba było zobaczyć ich miny, kiedy z góry śmieci wyskoczył zamaskowany facet!  Ewakuowały się z placu, ale wcale nie tak daleko. Tylko na pobliskie latarnie. Składowisko odpadów to zbyt atrakcyjny w pożywnie teren by z niego tak łatwo rezygnować. Nawet jeżeli na jego środku co jakiś czas ukrywa się jakiś niepoważny człowiek!

WIADOMOŚĆ Z OSTATNIEJ CHWILI

Każdy szanujący się serwis informacyjny jest przygotowany na przekazywanie wiadomości tzw. "z ostatniej chwili". Tak i w naszych ptasich wiadomościach jesteśmy wyczuleni na wszelkie zmiany , a nowości z życia ptaków w ZUOK-u przekazujemy na bieżąco. Po koniec maja w samym centrum zakładu pojawiło się pierwsze w historii gniazdo bocianów. Oczywiście nie pojawiło się samo, za tą niekonsultowaną samowolę budowlaną odpowiedzialna jest jedna z par boćków stale przebywających w pobliżu składowiska. Swoją konstrukcję ptaki postanowiły umieścić na stelażu budynku kompostowni. Mimo oczywistych niedogodności wynikających z obecności dużego gniazda w części użytkowej zakładu, decyzja i działalność "prorodzinna" tych długonogich ptaków została przez kierownictwo ZUOK-u w pełni zaakceptowana. A więc po raz kolejny potwierdziła się niezwykła otwartość i tolerancja włodarzy zakładu na pomysły i fantazje goszczących tam skrzydlatych mieszkańców. Do końca jednak nie wiadomo, czy na terenie zakładu narodzą się pierwsze małe bocianki. Ptaki te zwykle do lęgów przystępują w kwietniu, w maju znacznie rzadziej, a już w czerwcu tylko wyjątkowo. Cykl rozrodczy bocianów od złożenia jaj do wychowania młodych trwa ok 100 dni, a więc czasu zostało już bardzo niewiele. W końcu trzeba się z wszystkim wyrobić do końca sierpnia, do czasu odlotów. Grafik jest napięty. Być może jednak w gnieździe w ogóle nie pojawią się jaja. Czasami próby budowania gniazd podejmują wiedzione instynktem młode, nielęgowe i niedoświadczone bociany. To coś w rodzaju lekcji, nauki, przygotowań do kolejnych sezonów. Bociany zwykle przystępują do pierwszych lęgów dopiero w wieku 3-5 lat. W każdym razie będziemy przyglądać się dalszym wydarzeniom i  kibicować właścicielom gniazda, aby mimo wszystko udało się im w tym roku wychować nowe pokolenie zakładowych bocianów.
A teraz wiadomość z jeszcze bardziej ostatniej chwili. Na stelażu kompostowni trwają postępujące prace nad budową kolejnego bocianiego gniazda...




Zmieniony: środa, 07 czerwca 2017 11:13