Home Kącik Ornitologa Mewa Czarnogłowa
Mewa Czarnogłowa PDF Drukuj Email
Wpisany przez Robert Suchodolski   
czwartek, 11 stycznia 2018 12:17

ZE SPYTKOWA DO HISZPANII

 

Zawsze staram się równo traktować wszystkie ptaki. Cieszy mnie każda możliwość obserwacji na terenie zakładu bez względu na gatunek, czy ilości przybyłych skrzydlatych towarzyszy. Czasami jednak bywa, że przy niektórych spotkaniach mimowolnie pojawia się szczypta ekscytacji i dreszczyk emocji. Takie kontakty zwykle zapamiętuje się na dłużej i wraca się do nich myślami dużo częściej. W 2017 roku do swoich najmilszych chwil na terenie ZUOK-u zaliczę z pewnością słoneczne przedpołudnie 6 czerwca, kiedy to miałem okazję na zawarcie bliższej znajomości z ... mewą czarnogłową.



CZARNA JAK MASKA ZORRO

Istniały co najmniej trzy powody, dla których widok mewy czarnogłowej w znajomym krajobrazie zakładowych placów i urządzeń wzbudził u mnie wielką radość, a zarazem gigantyczną ciekawość. Po pierwsze za względu na gatunek. Jednak to, było nie było, ptak u nas rzadko i nielicznie występujący. Te szacunkowe ok. 90 par lęgowych na całe, niemałe w końcu, terytorium Polski to nawet w przypadku delikatnie zaniżonej wartości w porównaniu na przykład do 100 tys. par śmieszki, bezgraniczna przepaść. To co rzadkie to oczywiście kusi, zachwyca i zajmuje naszą uwagę! Zawsze myślałem, że widok takiej mewy czarnogłowej w wielkim stadzie śmieszek może niechcący ujść naszej uwadze. W końcu to ptak podobnej postury, podobnej wielkości i o zbliżonym wizerunku upierzenia. Jednak takie obawy są niepotrzebne, szczególnie w okresie, kiedy ptaki prezentują swoją piękna szatę godową. W ZUOK-u oczywiście "czarnogłowy" rodzynek obracał się w towarzystwie kilkuset śmieszek. Podobne walory, preferencje i charakterki sprawiają, że ptaki te doskonale wpasowują się w swoje towarzystwo. Gdy całe stado sfrunęło z dachu budynku sortowni na asfaltowy plac bez trudu wyłowiłem jednego odmieńca. Jak sama nazwa wskazuje głównym elementem identyfikacyjnym tych ptaków w okresie wiosenno - letnim jest czarna głowa, która w przypadku czekoladowych "kapturów" śmieszek wygląda jakby ktoś ją porządnie umoczył w smole lub atramencie. W dodatku najwyraźniej została głębiej zanurzona, gdyż w odróżnieniu od swoich dużo pospolitszych kompanek, granica czarnej "maski" przesuwa się na kark i potylicę ptaka. Jest więc taki mewi "zorro" z pięknym okiem ozdobionym czerwoną obrączką i dwoma białymi półksiężycami. Wizerunek więc wyjątkowo dopracowany, zacny i szlachetny!

W TOWARZYSTWIE ŚMIESZEK

Drugim plusem pamiętnego spotkania z mewą czarnogłową w Spytkowie był komfort i swoboda w bliskim kontakcie. Stada mew zwabione na plac świeżą dostawą nawiezionych zlewek i resztek spożywczych tego dnia dostawały prawdziwego, pozytywnego szału. Oto białe, łapczywe obżartuchy nagle trafiły do swojego raju marzeń, gdzie każdy rozwrzeszczany indywidualista będzie mógł napchać swój brzuch w sposób zupełnie nieograniczony. Takie okoliczności sprawiają, że mewy stają się nieprzewidywalne,  tracą wszelkie hamulce i wpadają w wir amoku. Nic się w takiej chwili nie liczy. Nie straszny człowiek, a nawet cała grupa ludzi, samochody i wózki widłowe to przeszkody chwilowe. Kurczy się zupełnie dystans ucieczki, zanika czujność i samokontrola. Tak więc mogłem tej mewiej uczcie przyglądać się z bliska, a nawet bardzo bliska. W całym białym wirze sylwetek, które falowo podrywały się i chaotycznie opadały na ziemię była również odznaczająca się mewa czarnogłowa. Wpasowała się błyskawicznie w ten dobrze prosperujący organizm. Nieustanny hałas, rumor, wrzask i łopot skrzydeł kilkuset rozzuchwalonych mew to prawdziwe widowisko. Rozsiadłem się więc wygodnie kilka metrów od mewiej jadłodajni na starej oponie i mogłem spokojnie obserwować i fotografować. Mewy na hałdzie z odpadami zmieniały się jak w kalejdoskopie, jednak z pewną zadziwiającą powtarzalnością i częstotliwościową. Mogłem to stwierdzić dopiero w przypadku odmiennej mewy czarnogłowej, która pojawiała się i znikała w wielkim stadzie, jednak cały czas zachowując jakąś kolejność. Wygląda na to, że w tym całym mewim chaosie entuzjastycznego żerowania była jednak jakaś metoda. Czasami mewa czarnogłowa lądowała zaledwie kilka metrów ode mnie. Przystanęła na chwile, rozejrzała się, spojrzała mi w oczy i po kilku chwilach zadumy i odpoczynku ruszała w wir szaleńczej uczty. Mogłem przyglądać się swobodnie sylwetce tego niezwykłego ptaka, a jeszcze kilkadziesiąt lat temu w ogóle nie byłoby takiej szansy. Mewy czarnogłowe zaczęły pojawiać się w naszym kraju dosyć późno. W moich atlasach ptaków z dzieciństwa próżno by było szukać tego gatunku. Pierwsze lęgi tych ptaków w naszym kraju odnotowano dopiero w latach 80-tych ubiegłego wieku. A więc to, że jest ich w Polsce tak mało nie oznacza, że są w odwrocie i nasze tereny nie są dla nich dostatecznie gościnne. Być może jednak to dopiero początek rozwoju krajowej populacji mewy czarnogłowej i za kilkadziesiąt lat będzie to gatunek wcale nie mniej pospolity od popularnej śmieszki.
Obserwując ten szaleńczy mewi taniec przy stercie resztek żywności nasunęło się mi jeszcze jedno spostrzeżenie. Wcale nie jakieś odkrywcze, czy pionierskie, ale takie z przełożeniem na nasze, międzyludzkie stosunki. Mimo, iż mewa czarnogłowa wyglądem znacznie wyróżniała w żerującym stadzie śmieszek, była przez resztę stada traktowana, jak jedna z wielu. Oczywiście musiała brać udział w drobnych utarczkach i awanturach przy lepszych kąskach, ale to dotyczyło wszystkich ptaków. W tym przypadku świat ptaków jest zdecydowanie doskonalszy od naszego. Tu nie ma oceniania, porównywania, dyskryminacji ze względu na inny wygląd. To samo tyczy się ptaków z tego samego gatunku. Obserwowałem kiedyś stado kawek, wśród których przebywał osobnik z zaburzeniem barwnym - był niemal cały biały. Zauważyłem, że pozostałe ptaki zdecydowanie tolerują "białasa" i nie wykazują w jego kierunku żadnych zachowań agresywnych, czy wywołujących jakąś presje. Ot, kawka - kompan, jak każda inna. Być może taki odmieniec miałby już większe trudności ze znalezieniem partnera, gdyż przy takich wyborach ptaki już zwracają większą uwagę na wygląd. Jednak generalnie ptasie stado toleruje i nie wyklucza inności.

"PTT4"

Trzecim elementem podnoszącym rangę i atrakcyjność mojej obserwacji był fakt, że moja mewa czarnogłowa z ZUOK-u była zaobrączkowana. A więc tym razem to już nie anonimowa ptasia masa, to już konkretna historia i konkretne losy pojedynczego bohatera. Dzięki obrączkom zakładanym przez ornitologów ptaki zyskują swoja tożsamość, wyjątkowość, a każdy nadany numer to swoisty ptasi dowód osobisty. Dzięki tej czerwonej obrączce na nodze mewy czarnogłowej "PTT4" wiedziałem, że nasza historia już nie zakończy się z momentem, kiedy ptak zniknie gdzieś za rogiem, bądź uniesie się na dobre w przestworza. Tym razem będę mógł poznać jej wcześniejsze losy oraz być może i te późniejsze... Okazało się więc, że moja mewa została zaobrączkowana zaledwie niecały miesiąc wcześniej na wyspie na jeziorze Ryńskim. To znane miejsce dla ornitologów i chętnie monitorowane za względu na obecność dużej kolonii lęgowej śmieszki. Od pewnego czasu do kolonii "przyklejają się" również pojedyncze pary mewy czarnogłowej. Wiadomo, że nasza mewa czarnogłowa ze Spytkowa była rodzicem i w momencie obrączkowania miała pod opieką pisklęta, a więc sezon lęgowy zakończony sukcesem. To teraz też tłumaczy tak dobrą komitywę ze śmieszkami. Te całe stado, które żerowało na składowisku to zapewne grono sąsiadów, bliskich i znajomych z lęgowiska na jeziorze Ryńskim, które wspólnie przybyły na żer. Do dzisiaj otrzymuje dosyć regularnie informacje dotyczące dalszych losów spytkowskiej mewy czarnogłowej. Obecnie, kiedy Państwo czytacie ten artykuł, a za oknem pogoda jest taka, jaka jest, nasza bohaterka najprawdopodobniej przebywa w słonecznej Hiszpanii. Ostatnie doniesienie o jej losach pochodzi z 27 grudnia, wówczas była widziana przez jednego z miejscowych miłośników ptaków w prowincji La Coruna, na północno - zachodnich krańcach Hiszpanii. Spotkanie zostało udokumentowane zdjęciem. Na pierwszym planie ptak o znajomym numerze "PTT4", trochę zmieniony,  w szacie zimowej bez swoich charakterystycznych atrybutów. Z pięknie ubawionej, wyrazistej czarnej głowy pozostała jedynie delikatna maseczka sięgająca od oka do pokrywy usznej. Tym razem z daleka trochę trudniej ją odróżnić od popularnej śmieszki. Ale na zdjęciu z Hiszpanii widać, że nasza bohaterka tym razem w towarzystwie innych mew czarnogłowych. A więc odnalazła swoich kuzynów i teraz wypoczywa w doborowym towarzystwie. Mewy zwykle co roku wracają na swoje lęgowiska, tak więc w nadchodzącym roku będę wypatrywał w Spytkowie znajomego ptaka. Nigdy nie byłbym w stanie jej rozpoznać i mieć przy kolejnym spotkaniu przekonanie, że to ta sama mewa. Teraz jednak ptak ma swój numer, swój dowód osobisty. A więc do zobaczenia na Mazurach, mewo czarnogłowa o nr "PTT4"!

Krzysztof Pawlukojć

 

Zmieniony: czwartek, 11 stycznia 2018 13:18