Joanna Bogdanowicz

Joanna Bogdanowicz

ZUOK Spytkowo czynny w godzinach od 8:00 do 16:00

Szanowni Państwo!

W związku z zagrożeniem związanym z rozprzestrzenianiem się koronawirusa SARS-CoV-2, w trosce o zdrowie i bezpieczeństwo odpady będą przyjmowane od poniedziałku do piątku w godzinach od 8:00 do 16:00.

piątek, 13 marzec 2020 16:28

PSZOK - ZAMKNIĘTY DO ODWOŁANIA

Punkt Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych w Spytkowie zostaje zamknięty do odwołania.

Szanowni Państwo!

W związku z zagrożeniem związanym z rozprzestrzenianiem się koronawirusa SARS-CoV-2, w trosce o zdrowie i bezpieczeństwo Punkt Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych w Spytkowie zostaje zamknięty do odwołania.

czwartek, 27 luty 2020 06:55

Jesienna aura

W styczniu zimy również nie było!

 W dniu 18 stycznia 2020r. po raz pierwszy w nowym roku ekipa z Młodzieżowej Grupy Badawczej Ptaków Wysypisk „Kania” odwiedziła teren ZUOK-u. I w tym miesiącu pogoda okazała się mało zimowa, a mówiąc dokładniej – jesienna. Zamiast śniegu i lodu sporo ciemnych chmur, wiatr i delikatny, drobny deszczyk. Niby styczeń, a jak listopad. Dla miłośników ptaków pogoda jednak nie ma większego znaczenia, najważniejsze są… skrzydlate stworzenia. A tych w ZUOK-u nigdy nie brakuje – czy śnieg, czy deszcz, czy słońce.

Na pierwszy ogień poszło spore zaskoczenie i niespodzianka. Nad zakładem przeleciało pięć gęgaw. Obecność gęsi w styczniu w tej części Mazur zdarza się rzadko. Ale przy takiej pogodzie to i niektóre ptaki mogły stracić rozeznanie i pogubić się trochę w swoich planach oraz życiowych strategiach. Pozostałe spotkane przez nas towarzystwo składało się już jednak ze stałych zimowych bywalców ZUOK Spytkowo. Na pierwszy plan rzucały się mewy, których udało nam się naliczyć i zidentyfikować ponad 400. Obecność czterech gatunków: mewy srebrzystej, mewy siwej, mewy białogłowej i śmieszki w dodatku w rożnych szatach wiekowych to dla młodych miłośników ptaków był doskonały poligon doświadczalny w umiejętności rozróżniania tej grupy ptaków. Drugą siłę stanowiły ptaki krukowate, które - w odróżnieniu od chaotycznie krążących w powietrzu mew - grzeczniutko siedziały sobie w rzędzie na płocie okalającym plac składowiskowy. W dodatku udało nam się dostrzec pięć srok kręcących się w okolicy zakładu. Zwykle płoche i nieśmiałe tym razem pozwoliły nawet zrobić sobie zdjęcie. Żyjące w większych miastach sroki są raczej niepłochliwe i potrafią podchodzić blisko człowieka. Populacje zamieszkujące obrzeża mniejszych miast bądź śródpolne zadrzewienia to ptaki nieufne i zachowujące dystans. Ponownie na terenie zakładu odnotowaliśmy obecność zimujących szpaków, tym razem w ilości 10 ptaków. Łącznie podczas tej wycieczki udało nam się policzyć 867 ptaków z 14 gatunków. Jak na styczeń to całkiem nieźle! Poniżej tabela ze szczegółowymi wynikami.

 Wyniki monitoringu terenu ZUOK-u z dnia  18 stycznia 2020r.

Lp

Gatunek

 

Ilość

1.

Mazurek

41

2.

Sroka

5

3.

Gęgawa

5

4.

Mewa białogłowa

23

5.

Szpak

10

6.

Modraszka

3

7.

Bogatka

2

8.

Kruk

18

9.

Wrona siwa

40

10.

Mewa srebrzysta

128

11.

Śmieszka

50

12.

Mewa siwa

264

13.

Kawka

213

14.

Gawron

65

 

RAZEM

867

wtorek, 18 luty 2020 10:29

Superkurak

„SUPERKURA”

 Obok kury nie można przejść obojętnie. Kurę należy podziwiać, współczuć jej i ją doceniać. Czym byłby świat bez kury oraz bez jajka, bez względu na to, co było pierwsze. Kura to cała masa sprzeczności, dwuznaczności i wielowymiarowości. Z pełną odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że można być dumnym z tego, że jest się kurą. A jeszcze bardziej jeżeli jest się dziką kurą zmuszoną żyć poza wolierą, zagrodą, czy kurnikiem. A już zupełnie jeżeli jest się niezwykła kuropatwą, która żeby przeżyć rok musi wykazać się jeszcze większym heroizmem, przebiegłością, zaradnością, zapobiegliwością, odwagą i odpornością. To już nie jest zwykła kura – to „superkura”!!!

BOHATER NASZYCH CZASÓW

 Mamy w naszej współczesnej kulturze masowej i przestrzeni medialnej wielu superbohaterów. Komiksy, filmy, gry komputerowe kreują coraz to bardziej wymyślnych futurystycznych herosów o niezwykłym wyglądzie i cechach nadprzyrodzonych. Batman, Spiderman to już przeżytek, który możemy postawić w jednym rzędzie z Myszką Miki, czy Kotem Filemonem. Teraz mamy całą masę wyimaginowanych stworów, czy innych mutantów, które dla mojego pokolenia są zupełnie niezrozumiałe. Wszystko jakieś obce, obcobrzmiące, nietutejsze i nieprzystające do rzeczywistości. I takie w zasadzie są założenia. Musi być zagadkowo, kosmicznie, bajkowo, nowocześnie, progresywnie i nie dla starych. Ma robić wrażenie, szokować, zadziwiać i przerażać jednocześnie. Wtedy produkt się sprzeda i karuzela zakręci się w odpowiednią stronę.

Ja mam jednak swojego „superbohatera”. To trochę typ staroświecki, niemedialny, swojski, rzeczywisty i krajowy. To jest zdecydowanie wyrób krajowy. Trochę trudno taką postać byłoby wciągnąć do show biznesu i całego przemysłu około produkcyjnego. Mimo wszystko trzeba promować, a przynajmniej popularyzować to co nasze i to co przystaje do lokalnej świadomości. Proszę państwa, moim wcieleniem bohatera i ultra-herosa jest i będzie niezwykła, a jednocześnie najzwyklejsza w świecie… kuropatwa! A ile jest procent kury w kuropatwie? Tyle ile piłkarza w Robercie Lewandowskim, ile piosenkarki w Maryli Rodowicz, czy ile aktora w Januszu Gajosie. To stuprocentowy kurak, z wszelkimi jego sprzecznościami, wadami, zaletami i niespodziankami. Każdy, kto prześledzi roczny cykl życia kuropatwy i dostrzeże pełną gamę niebezpieczeństw i zagrożeń, z którymi muszą się zmierzyć te dzielne ptaki, przyzna bez zawahania, że przynajmniej nominacja na tytuł bohatera należy się im, jak dla ZUOK Spytkowo odpady!

 I KURAK SIĘ NIE NAJE, I SAMOCHÓD NIE ODPALI

 Zima, zima, zima… Idzie zima, a starszą, że w tym roku będzie to zjawisko nieokiełznane i obfite, z tak surowym obliczem, którego nie widziano od wielu dekad. Już się tego boję ja, a przede wszystkim mój samochód, który regularnie odmawia posłuszeństwa i na nic nie reaguje już przy temperaturach poniżej 10 stopni Celsjusza. Wypada mieć nadzieję, że te szumne zapowiedzi to tylko wyraz stworzenia sensacyjnego tematu w portalach internetowych, przynoszącego satysfakcjonujący poziom „klikalności”. Jeżeli jednak przewidywania meteorologów, wróżbitów, górali i szarlatanów się potwierdzą zagrożona będzie nie tylko moja mobilność samochodowa, ale przede wszystkim odbije się to na nieszczęsnych kuropatwach.

Kurak, który słabo lata, na krótkie dystanse, a raczej spaceruje; który przez cały rok pałęta się po naszych okolicach, a nie ucieka bez względu na pogodę i okoliczności w cieplejsze strony; który na polach i łąkach szuka sobie roślinek i nasion do jedzenia, a niespecjalnie chętnie kieruje się w pobliże miejskiej przestrzeni – zimową porą musi przeżywać cierpienie i katusze. Kilka lat temu, kiedy spadł porządny śnieg wybrałem się na ornitologiczny spacer na pobliskie pole. To nie była przyjemna wędrówka. Ponad półmetrowa warstwa śniegu powodowała, że zapadałem się po kolana. Ale mimo wszystko próbowałem dotrzeć do znajdującego się kilkaset metrów dalej zadrzewienia. Liczyłem, że kryją się tam jakieś drobne ptaki wróblowe przed wiatrem i mrozem. Gdy dochodziłem do celu, tuż sprzed moich nóg w pobliżu kępy uschniętych chwastów wyrwały się jakieś furkoczące stworzenia przyprawiając mnie błyskawicznie o palpitację serca. To było kilka kuropatw, które przeleciały kilkadziesiąt metrów po czym zapadły w śnieżną powłokę, niczym w puchową pierzynę na rozległym łożu. Ptaki zapewne żerowały tam szukając czegokolwiek „nasiono-podobnego”, choć przy tak nędznej jadłodajni o żerowaniu raczej mowy być nie może. To bardziej coś na kształt uchwycenia czegokolwiek przy dużej dozie szczęścia. I zrobiło mi się niewymownie szkoda tych nieszczęsnych stworzeń. Dla dwunożnego, dobrze odżywionego ssaka (może nawet zbyt dobrze), odzianego ciepło (z kalesonami włącznie), w wygodnym obuwiu (wysokim) dłuższa przechadzka w takich warunkach nie była przyjemnością. W dodatku cały czas usytuowane z tyłu głowy zapewnienie i przeświadczenie, że w każdej chwili można wrócić do pieleszy i ciepełka domowego było dodatkowym atutem. Kuropatwy natomiast całe schowane w śniegu i pod śniegiem, na czas bliżej nieokreślony, uzależniony od łaskawości aury i często niewiarygodnych prognoz meteorologów. W takich warunkach przeżyć, będąc stworzeniem o takiej charakterystyce, to trzeba zdecydowanie posiadać jakieś walory nadprzyrodzone, o którym się fizjologom nie śniło!!!

 JAK NIE DZIOBEM JE TO ŚRUTEM

 Nie tylko zima dziesiątkuje i ogranicza możliwości kuropatw. W sezonie lęgowym również nie kolorowo. A jak ma być inaczej, jeżeli swoje gniazda zakłada się bezpośrednio na ziemi. Wprawdzie kuropatwy ukrywają je w gąszczu roślin, trochę maskują, trochę kamuflują, trochę cudują… Jednak w świecie zwierząt, w świecie wyostrzonych zmysłów, w świecie wyczulonych nosów, w świecie bystrości i beznamiętnej systematyczności, dobra kryjówka, która by uszła uwadze czujnych, wszędobylskich, prześwietlających przestrzeń na wskroś licznych drapieżników graniczy chyba z cudem. I tu po raz kolejny „nadprzyrodzoność” i „superkurość” się potwierdza. Lista łasych na kuropatwie jaja i przychówek niesłychanie liczna: od wałęsających się psów i kotów, przez dziki, borsuki, lisy, po kruki, wrony, bociany, błotniaki i całą masę innych mieszkańców łąk i pól. Jak się przeciwstawić tym licznym drapieżnikom, często dużo większym, wyposażonym w ostre kły, dzioby i pazury mając do dyspozycji krępą sylwetkę, krótki dziobek i dosyć mocne nogi, jak przystało na kurę. Walka nie wchodzi w grę, tylko lawirowanie, czujność, zapobiegliwość, a czasami może i domieszka desperacji lub agresji. Trzeba mierzyć siły na zamiary i dostosowywać swój plan do zagrożenia. Co prawda natura trochę doposażyła kuropatwy, takim bonusem na starcie, w postaci możliwości licznego zniesienia. W przypadku nieuniknionych strat w lęgach duża ilość piskląt to większe nadzieje na dochowanie jakiejś części potomstwa. Kuropatwa składa przeważnie 15-17 jaj, a samice – rekordzistki nawet do 24. Dodatkowo jeżeli wszystko przepadnie i jakiś drapieżnik szybko splądruje gniazdo, kuropatwy są w stanie powtórzyć lęg.

To jednak nie wszystko. Tym razem już zupełna porażka. Nie dosyć, że zimą ciężko, nie dosyć, że wiosną i latem ciężko to… jesienią również ciężko. Przy tylu zagrożeniach i tylu przeciwnikach zaraz po wakacjach w kolejce do tych sympatycznych kurek ustawiają się amatorzy strzałów z dwururek i dubeltówek. Kuropatwa niestety jest ptakiem łownym, a prawny okres polowań na te ptaki trwa od 11 września do 21 października, a w drodze odłowu (co by to nie miało oznaczać) -  do  15 stycznia. Jakim cudem ta topniejąca populacja kuropatw jeszcze daje radę utrzymać w naszym kraju liczebność szacowaną na ok. 300 tysięcy ptaków, nie mam pojęcia. Te ptaki po prostu mają moc! To „superkury” bezwzględnie.

A cała historia o kuropatwach dlatego w tym miejscu, że w październiku po raz pierwszy udało się zaobserwować obecność stada kuropatw na terenie składowiska w ZUOK Spytkowo.  Osiem ptaków zręcznie przemierzało porośniętą chwastami część placu, a całe zajście miało miejsce (tak się fajnie złożyło) podczas wizyty Młodzieżowej Grupy Badawczej Ptaków Wysypisk „Kania”. Dla dużej części młodych miłośników ptaków była to pierwsza okazja i pierwsza możliwość obserwowania tych ptaków z bliskiej odległości. Oczywiście stado powoli, aczkolwiek miarowo kierowało się w przeciwną stronę. Jednak każdy mógł do woli napatrzeć się na te niezwykłe ptaki oraz zrobić im zdjęcia. Dziękujemy zatem kuropatwom, że mimo swoich problemów, napiętego grafiku i harmonogramu dnia oraz trwającego sezonu polowań, zaszczyciły nas swoją obecnością i wpadły w sobotę do ZUOK-u na spotkanie z dzieciakami.  Ale proszę Państwa, takie są właśnie te ptaki - z sercem na dłoni i pozytywnym nastawieniem. W końcu posiadanie tytułu „superkury” zobowiązuje!!! Uczmy się od kur i kuropatw – odporności, wytrwałości, hartu ducha! Uczmy się od kuraków -  wszystkiego!!!

 

poniedziałek, 17 luty 2020 11:47

Grudniowe obserwacje

GRUDNIOWE OBSERWACJE GRUPY „KANIA”

 Nie tak wyobrażaliśmy sobie grudniową wycieczkę Młodzieżowej Grupy Badawczej Ptaków Wysypisk „Kania” do Zakładu Unieszkodliwiania Odpadów Komunalnych w Spytkowie. Zima to śnieg, zima to mróz, zima to ślizgawki, bałwany i śnieżki. Prawdziwy grudzień to zadymki, zamiecie, szron i szadź. Święta Bożego Narodzenia na dniach, a pogoda bliżej tej z Wielkanocy. Dzień przywitał nas wilgotną, wietrzną i pochmurna pogodą, jednak temperatura na spory plus. Dla młodych miłośników ptaków jednak aura nie ma większego znaczenia, w końcu nie jest to klub meteorologów. A ptaki tego dnia dopisały jeszcze lepiej niż zwykle, choć na terenie zakładu nigdy ich nie brakuje. Tym razem jednak obserwacje były owocne, w ciągu dwugodzinnego spaceru po posesji ZUOK-u udało się nam zaobserwować aż 18 gatunków ptaków. To zimowy rekord grupy „Kania”. Poza gatunkami typowymi dla wysypisk i składowisk odpadów odnotowaliśmy na terenie zakładu obecność m.in. kosa, modraszki, sikory ubogiej, kwiczoła, dzięcioła dużego, czy myszołowa. Mimo, że temperatury nie były ujemne, ptactwo już najwidoczniej nastawiło się na tryb zimowy, zbliżając się do człowieka i terenów zurbanizowanych. Wiele gatunków ptaków w najtrudniejszych dla siebie miesiącach w poszukiwaniu pożywienia i chęci przetrwania pojawia się i wciska w  miejską przestrzeń zaglądając do karmników, sadów, parków, ogrodów, czy cmentarzy. Stąd też i zapewne wzmożony ruch w pobliżu zakładu.

A tymczasem na składowisku i w jego pobliżu królowały mewy, których naliczyliśmy ponad 800. Białe ptaki w największych ilościach przesiadywały na budynku sortowni, z którego co raz podrywały się w powietrze robiąc przy tym wiele hałasu i zamieszania. Mewom jak zwykle wtórowały ptaki krukowate, które w odróżnieniu spłoszone chowały się w koronach drzew okalających plac i część zakładu. Na uwagę zasługuje bardzo duża ilość przebywających wron siwych, których naliczyliśmy aż 77.

Było dużo ptaków, a więc dużo okazji i możliwości do fotografowania. Mimo nie najlepszej pogody i braku światła młodzi adepci ornitologii skrzętnie korzystali z tej szansy. Pięknie pozowały mewy, w jednym kadrze mieściły się zarówno mewy siwe, srebrzysta, jaki śmieszki. Na płotach i w okolicznych krzewach kryły się duże stada mazurków, a także kawek i gawronów. A fotograficzne archiwum grupy „Kania” wzbogaciło się o kolejne gatunki: dzięcioła dużego i sikorę ubogą. Kolej na styczniową wycieczkę. Być może tym razem przyjdzie nam podziwiać ptaki w ZUOK-u w naprawdę w zimowej scenerii.

wtorek, 10 grudzień 2019 11:58

To już 10 lat! Chronimy Mazury...

Jubileusz 10-lecia Zakładu Unieszkodliwiania Odpadów Komunalnych w Spytkowie

Zakład Unieszkodliwiania Odpadów Komunalnych w Spytkowie, jako kluczowy element kompleksowego systemu gospodarki odpadami, realizowanego przez Mazurski Związek Międzygminny, funkcjonuje już 10 lat. Z tej okazji 4 grudnia w hotelu Europa w Giżycku odbyło się uroczyste spotkanie podsumowujące działalność przedsiębiorstwa.

wtorek, 22 październik 2019 13:12

Zakładowy bocian nie odleciał

Sylwetka z długimi nogami i pokaźnym dziobem

 

To się porobiło! Wrześniowy liść na drzewie już powoli żółknie, a na terenie ZUOK-u jeszcze jedna sylwetka z długimi nogami i pokaźnym dziobem. O tej porze powinno pozostać po nich jedynie wspomnienie. A tu realny bocian – z krwi i kości. Coś mi się wydaje, że z tym nieszczęśnikiem będzie jeszcze wiele kłopotu i zamieszania. Najwyraźniej nie załapał się w tym roku na bilet lotniczy do Afryki!!!

UZIEMIONY NA STARCIE

Nie załapał się do tej pory, a wydaje się, że sprzedaż wszelkich biletów w tym sezonie dla bocianów została już zakończona. To ptaki, których wędrówki są wyjątkowo punktualne i określone ściśle w kalendarzowym porządku. Wszystko ze względu na warunki pogodowe, z których korzystają te ptaki. Bociany wykorzystują kominy ciepłego powietrza, które wynoszą ich wysoko i dzięki którym mogą szybować oszczędzając energię. Najwidoczniej takie warunki pojawiają się w ostatniej dekadzie sierpnia i wówczas wszystkie boćki, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, znikają z naszego mazurskiego krajobrazu.

Tym razem jeden z boćków został uziemiony i nie podjął wędrówki. Dlaczego akurat temu się nie udało zabrać z ekipą, znajomymi i rodziną? Dlaczego nie dołączył do sejmikujących, zbierających się do wędrówki innych bocianów z okolicy? Dlaczego pozostał na terenie zakładu zamiast w tym momencie (na początku września) z góry podziwiać piękne widoki zachodniej Europy? Tu trzeba szybko spieszyć ze słowami obrony naszego bohatera. Przedłużony pobyt bociana na terenie składowiska to nie wyraz jego lenistwa, lekceważenia czy wygodnictwa. To także nie zachcianka, wymysł czy ekstrawagancja. Ten konkretny bociek po prostu nie miał żadnego wyboru. To zupełnie wyjątkowa historia, która mogłaby stanowić scenariusz na całkiem ciekawy film. Ale najlepiej zacząć od początku…

GNIAZDA W ZAKŁADZIE

Żeby łatwiej było przedstawić wszystkie zdarzenia od początku do końca warto by było nadać jakieś imię dla naszego długonogiego bohatera. Z racji miejsca urodzenia myślę, że całkiem zręcznym pseudonimem będzie Kompuś (w końcu przyszedł na świat w gnieździe na budynku kompostowni). Tak, to będzie opowieść o małym, a nawet bardzo małym i jeszcze bardziej bezbronnym i nieświadomym stworzeniu. Kompuś przyszedł na świat dopiero kilka miesięcy temu. W swoim króciutkim żywocie miał sporo szczęścia, ale i jeszcze więcej pecha. Był jednym z pierwszych ptaków, które przyszły na świat na terenie zakładu.

Już w poprzednim roku dorosłe ptaki testowały możliwość założenia swoich gniazd w oparciu o infrastrukturę tego uprzemysłowionego skrawka terenu. To miał być przełomowy i historyczny zwrot w dziejach lokalnych boćków – lokum tuż przy składowisku, a więc tuż przy żarciu, żeby nie powiedzieć, przy korycie. Wygodnictwo, komfort, a jednocześnie kontrowersje. Jak się odnieść do nowych wyborów bocianów, które porzuciły tradycyjną skłonność osiedlania się w malowniczym krajobrazie wiosek, łąk i pól? Czy to się godzi, a przede wszystkim nie szkodzi? Czy tego typu całodobowa stołówka tuż przy gnieździe to pokusa dla rodziców i wygoda, która eliminuje potrzebę szukania pokarmu naturalnego i pełnowartościowego dla młodych ptaków? Pytań przybywało w tym samym tempie, co bocianich gniazd na stelażu urządzeń kompostowni. Jednak w ubiegłym roku żadne jajo nie wylądowało w uwitych pieczołowicie konstrukcjach, co pozwalało przypuszczać, że teren zakładu to tylko poligon doświadczalny dla początkujących, przyszłych rodziców. Nic z tego, co się odwlecze to nie uciecze, jak mawia staropolskie porzekadło. W tym sezonie żarty i wszelka prowizorka się skończyły. Bociany postanowiły pójść na całość i w dwóch z sześciu utworzonych gniazd pojawiły się pisklęta.

NARODZINY NIE W PORĘ

Pionierska para, która jako pierwsza zdecydowała się na ten ruch z powodzeniem odchowała dwójkę maluchów. W pewnym momencie z gniazda wyglądały trzy głowy, ale jeden z młodych najwidoczniej nie przeżył. W drugim gnieździe na świat przyszły dwa bocianki, jednym z nich była właśnie Kompuś. Niestety był to, jak na bociany, bardzo późny lęg. Młodziaki zaczęły być widoczne w gnieździe dopiero w połowie wakacji. Trudno powiedzieć, co było przyczyną tych opóźnień. Może to brak doświadczenia rodziców, a może wynik jakichś komplikacji w pierwszej fazie sezonu lęgowego. Od początku jednak sytuacja młodych ptaszków wydawała się trudna. Od wyklucia bociany potrzebują ok 70 dni, aby się w pełni odchować i być w miarę samodzielnymi ptakami. Ale do tego czasu zdecydowanie potrzebują troskliwej opieki w pełnym zakresie przez 24 godziny na dobę. Rodzic jest więc niezbędny i nie do zastąpienia.

Podczas mojej wizyty w zakładzie tydzień później zauważyłem w gnieździe już tylko jednego małego boćka. Być może rodzice pozbyli się jednego pisklaka, wiedząc, że nie dadzą rady w porę odchować potomka. U bocianów takie zachowania zdarzają się dosyć często. Jednak Kompuś dalej tkwił w swoich pieleszach licząc, że uda mu się ten nieco beznadziejny wyścig z czasem. U bocianów liczy się punktualność i terminowość. Swoje wędrówki rozpoczynają jakby z zegarkiem na skrzydle. Jak przychodzi ich czas nic się nie liczy, a przynajmniej mało co i mało kiedy. Bywają wtedy przypadki pozostawiania i porzucania swoich nieodchowanych w pełni i niesamodzielnych młodych. Tak się niestety stało i tym razem. Osamotniony maluch pewnego dnia został sam. Na próżno wyglądał rodziców z pokarmem, a także wodą, co w upalne dni jest koniecznością. Jego los w normalnych warunkach byłby przesądzony. Ptaszek szybko słabł i tylko kwestią czasu było jego rychłe pożegnanie z dopiero co poznanym światem.

PRACOWNICY NA MEDAL

Jednak w takich momentach bociany białe korzystają ze swojego zwyczaju gnieżdżenia się w pobliżu siedlisk ludzkich. Na pustkowiu i odludziu może jest komfort spokoju, ale zwierzęta muszą liczyć tylko na siebie. W przypadku bocianów w obliczu nieszczęść i niepowodzeń zwykle do akcji wkracza człowiek. Stąd bardzo często młode, niedoświadczone, chore czy kontuzjowane boćki trafiają do ptasich klinik i azylów. Tym razem również Kompuś doświadczył interwencji dwunożnych przyjaciół i sympatyków. Tu z pomocą przybyli czujni i bystrzy pracownicy zakładu, którzy dostrzegli słabą kondycję oczekującego malca i przedłużającą się niebezpiecznie nieobecność dorosłych ptaków na całym terenie ZUOK-u. Nastąpiła szybka reakcja i interwencja. Ptak został zdjęty z gniazda i napojony. Po pewnym czasie Kompuś zaczął powoli wracać do sił. Jednak nadal nie nauczył się latać, więc o podążaniu za rodzicami mowy nie było. Mimo osamotnienia i braku doświadczenia młody bociek z dnia na dzień radził sobie coraz śmielej i sprawniej. Widziano nawet, jak gdzieś upolował mysz, a już zupełnie swobodnie żerował sobie na składowisku.

Teraz mamy już wrzesień. Właśnie wczoraj wróciłem z odwiedzin u Kompusia. Chodził sobie swobodnie wśród mew, odpoczywał, wygrzewając się w ciepłym jeszcze słonku. Gdy się do niego zbliżyłem uciekał szybkim krokiem. Jednak gdy naciskałem go jeszcze bardziej uporczywie, rozprostował skrzydła, zamachał gwałtownie, po czym uniósł się w powietrze i nisko nad ziemią poszybował kilkaset metrów na drugi koniec zakładu. A więc umiejętność latania Kompuś już ma opanowaną.

Wszystko jednak wskazuje na to, że młody bocian pozostanie na zimę w ZUOK-u. To wielka odpowiedzialność dla mnie, dla pracowników zakładu, żeby zapewnić opiekę i pożywienie w czasie zimy oraz dla Młodzieżowej Grupy Badawczej Ptaków Wysypisk „Kania”, żeby wymyślić imię dla naszego młodego bociana, gdyż Kompuś to nie jest zbyt błyskotliwy pomysł. Miejmy nadzieję, że ta historia zakończy się jak w bajce i będzie można zwieńczyć całość tendencyjnym, aczkolwiek przyjemnym - „a potem żył długo i szczęśliwie…”!!!

czwartek, 31 październik 2019 13:00

Europejskie Dni Ptaków w ZUOK Spytkowo

Grupa Badawcza Kania ruszyła w poszukiwaniu ptaków!

W daniach 4-6.10.2019r. odbyło się wyjątkowe święto dla wszystkich miłośników skrzydlatych istot – Europejskie Dni Ptaków. Oczywiście młodzieżowa Grupa Badawcza Ptaków Wysypisk „Kania” włączyła się w obchody i aby uczcić te uroczystości na sobotę zaplanowano obserwacje ptaków w terenie. Koordynacją tej międzynarodowej akcji w Polsce zajmuje się Ogólnopolskie Towarzystwo Ochrony Ptaków, które na swojej stronie internetowej udostępnia wszelkie informacje o wydarzeniach w całym kraju. Pierwszy weekend to doskonała okazja do podziwiania szybujących i przelatujących ptaków. To na ten okres przypada szczyt migracyjny gatunków udających się na zimowiska. W tym czasie „ptasiarze” w całej Europie obserwują to wspaniałe widowisko i notują gatunki i ilości zaobserwowanych ptaków. Wyniki z kraju są przesyłane do OTOP-u, a później dalej do koordynatora europejskiego.

W tych dniach siedzieć w domu przed telewizorem, czy komputerem po prostu nie wypada. Wiedzą o tym bardzo dobrze uczestnicy grupy „Kania”, którzy również chcieli dołożyć swoją cegiełkę do tego zorganizowanego i zmasowanego liczenia ptactwa na ternie całego naszego kraju. A gdzie grupa związana z ZUOK Spytkowo mogłaby ruszyć w poszukiwaniu ptaków? Oczywiście to retoryczne pytanie. Teren zakładu gwarantował, że młodzi miłośnicy ptaków będą mogli obcować z naprawdę dużymi skupiskami ptaków. Do tego również odsłonięta przestrzeń składowiska umożliwiała obserwacje przelatujących nad placem ptasich stad. To wszystko zaowocowało, że „ptakoluby” z „Kani” w tym roku podczas spaceru w Spytkowie zaobserwowały rekordową dla siebie ilość 2295 ptaków. Były oczywiście duże stada mew srebrzystych i białogłowych, kręciły się śmieszki, mewy siwe, kruki, mazurki i duże zbiorowiska szpaków. Zauważyliśmy też na niebie imponujące stado przelatujących kwiczołów, które składało się z ok. 800 ptaków.

Prawdziwym hitem jednak okazały się kuropatwy, które po raz pierwszy widzieliśmy na terenie ZUOK-u. W tym dniu było prawdziwe ptasie szaleństwo. Duże stada kłębiły się i przelatywały z miejsca na miejsce. Oczywiście nie sposób było dokładnie zanotować ilości poszczególnych gatunków. Musieliśmy opierać się w dużej mierze na szacowaniu i przybliżonych wartościach. Ale dla miłośników ptaków taka obfitość to przyjemny ból głowy.

Jak święto to święto. Trzeba było jakoś dodatkowo uczcić takie wydarzenia. O to zadbała opiekunka grupy – pani Elżbieta Witek – Pawlukojć, która na tę okazję dla uczestników grupy przygotowała atrakcyjny konkurs ornitologiczny, składający się z trzech konkurencji: odczytanie na czas za pomocą lornetki i zapisanie jak największej ilości „obrączek” ptaków, których numery zostały spisane na kartce, rozpoznanie jak największej ilości różnych gatunków ptaków ze zdjęć oraz wypisanie jak najwięcej gatunków które podejmują wędrówki długodystansowe. Konkurs wzbudził niesłychane emocje u młodych przyrodników i wywołał chęć szlachetnej rywalizacji.

Pogoda dopisała, ptaki dopisały, miłośnicy ptaków dopisali. Tego dnia wszystko zgrało się idealnie. Tylko żal, że takie święta są raz do roku. A kto wie, może my we własnym gronie będziemy organizowali je częściej?

wtorek, 29 październik 2019 11:59

Jesień pełna nagród dla ZUOK Spytkowo

Ekostrateg 2019 dla Zakładu Unieszkodliwiania Odpadów Komunalnych Spytkowo

ZUOK Spytkowo otrzymało kolejną nagrodę w tym roku. EkoStrateg to wyróżnienie przyznawane w ramach ogólnopolskiego programu gospodarczego skierowanego do firm z sektora energetycznego oraz instytucji publicznych zajmujących się ochroną środowiska.

środa, 16 październik 2019 07:07

Kolejne nagrody trafiły do ZUOK Spytkowo!

ZUOK Spytkowo aż dwukrotnie doceniony w XX jubileuszowym Konkursie o Puchar Recyklingu.

Puchar Recyklingu to jedyne w Polsce przedsięwzięcie, które w sposób kompleksowy ocenia selektywną zbiórkę odpadów i działania edukacyjne prowadzone w Polsce w tym zakresie. Organizatorzy wyłaniają w ramach konkursu firmy, gminy lub organizacje, które realizują najbardziej efektywne systemy selektywnej zbiórki odpadów u źródła, a także prowadzą ciekawą i skuteczną edukację ekologiczną. Konkurs jest organizowany od 2000 roku przez miesięcznik „Przegląd Komunalny”.

Strona 1 z 8