środa, 30 wrzesień 2020 08:51

Gołąb miejski

Napisała

SYNANTROPIJNY KOSMOPOLITA, CZYLI ZWYKŁY GOŁĄB MIEJSKI

 Najbardziej znany i zarazem najbardziej kontrowersyjny gatunek ptaków. Są wszędobylskie, nachalne, zdeterminowane, zuchwałe, śmiałe i na stałe przywiązane do obecności człowieka. Przez większość ludzi niechciane, nietolerowane i przepędzane, ale jest też grupa ich zwolenników i adoratorów. W końcu trudno sobie wyobrazić miejską przestrzeń bez gołębia miejskiego. A i dla gołębia miejskiego również to się…  w pale nie mieści!  

 ZAGROŻENIE NA DRODZE

 Wielu mądrych tego świata zastanawiało się całe lata nad fenomenem gołębia miejskiego. Trudno pojąć, jak to się stało, że dziki gatunek gołębia skalnego w pewnym momencie stopniowo w siedliskach ludzkich odnajdywał dogodniejsze warunki niż w pierwotnych, naturalnych biotopach. Co prawda populację miejską stworzyły przede wszystkim ptaki zbiegłe bądź wypuszczane z hodowli, które jednak wolały na wolności zagospodarować przestrzeń zurbanizowaną. Tak naprawdę przejście mogło nastąpić w sposób łagodny, gdyż zabudowa miejska jest doskonałym substytutem górskich, skalistych bezkresów. Jedynie trzeba było wkalkulować istotną rolę dwunożnego, władczego ssaka w swoje życie i funkcjonowanie. Definicja synantropizacji, czyli przystosowania się dzikich zwierząt do życia w otoczeniu człowieka, powinna rozpoczynać się na miejskich gołębiach i na nich kończyć. Nie trzeba niczego więcej. Trudno o bardziej synantropijny gatunek. Gołębie na parapetach, gołębie na strychach, gołębie wskakujące na buty na rynkach starych miast, czy w restauracji, gołębie ginące pod kołami samochodów na osiedlowych uliczkach. Czasami ich spokój, opanowanie, flegmatyzm i aż nadmierna ufność do swoich wyrobionych standardów funkcjonowania w miejskiej przestrzeni może gubić i paradoksalnie być zagrożeniem. Ile razy jadąc autem 10 km na godzinę trąbiłem na drepczące stadko gołębi, które nie reagowało na toczące się przy ich ciałach koła oraz sygnał dźwiękowy. Moja cierpliwość kierowcy była wielokrotnie wystawiana na poważna próbę. Oczywiście jako miłośnik ptaków godziłem się na dyktat i dobrą wolę gołębi, które w końcu odblokowywały możliwość ruchu. Wiem i widziałem to nie raz, że jednak dla większości zmotoryzowanych i uzależnionych od pośpiechu właścicieli czterech kółek, taka doza tolerancji dla zwykłego, szarego i przeciętnego gołębia jest nieosiągalna.  Gołąb ma w mieście lepiej niż miałby w swoich naturalnych siedliskach, ale ma też i gorzej. Jak to w życiu zwykle bywa, nie ma ideałów, zawsze istnieją jakieś plusy dodatnie i plusy ujemne.

 NA KOPERNIKU I MICKIEWICZU

 Kto ceni, uwielbia i szanuje gołębie miejskie oraz ich sąsiedztwo w swoim najbliższym otoczeniu i patrzy przychylnym okiem na wspólną zażyłość ręka do góry. Nawet jeśli teraz siedzę jedynie przed monitorem komputera wyczuwam, że tych gołębiowych entuzjastów nie tylko nie byłoby tylu, żeby stworzyć drużynę piłkarską, ale też nie uzbierałoby się chętnych na partyjkę pokera. Oczywiście miło jest pokarmić gołąbki w wakacje na starówkach dużych miast, fajnie zrobić zdjęcia ptaszka siedzącego na pomniku Kopernika, czy Mickiewicza, ale na tym koniec. Gołąb jako sąsiad ze swoim gniazdem i lęgowymi obowiązkami jest zdecydowanie w większości przypadków nie do przyjęcia. Uciążliwość ptaków jest głównym argumentem, ale kto z nas choć raz nie był uciążliwym sąsiadem niech pierwszy rzuci kamieniem (byle nie w gołębia). Jednak ptaki nigdy nie były na równiej szali w stosunku z dwunożnym kuzynem szympansów. Musimy jednak zachować pełną szczerość i obiektywizm w przedstawieniu faktów. Nie zamierzam specjalnie ocieplać wizerunku gołębi miejskich, gdyż liczą się fakty (a gołębie mi za ten felieton nie płacą). A te fakty dla gołębi wcale nie rysują się w różowych barwach. Po pierwsze gołąb miejski to brudas i nie ma co do tego wątpliwości. Widziałem miejsca na strychach, gdzie ptaki te zakładają swoje prowizoryczne gniazda. Dookoła wszystko oblepione jest kałem, rozwleczonym brudem, piórami. Konstrukcje w ich przypadku szumnie nazwane gniazdami to niewielkie, luźne kupki gałązek i patyków. Co prawda usprawiedliwieniem dla niechlujstwa gołębi może być fakt, że miejsce lęgowe wykorzystują przez długi czas, a wiadomo, że przy tak intensywnym użytkowaniu może być kłopot z utrzymaniem wzorcowego ładu. Dla gołębi miejskich w zasadzie nie istnieje pojęcie okresu lęgowego. W zależności od warunków mogą składać jaja nawet przez cały rok. Przystępują do lęgów nawet do pięciu razy w ciągu roku. W zniesieniu mają jednak tylko dwa jaja, dzięki czemu nie musimy się obawiać, że gołębie miejskie zalewając świat kolejnymi pokoleniami w niedalekiej przyszłości nie zepchną naszej populacji na drugi plan. Oczywiście gołębie brudzą nie tylko przy własnym gnieździe. Nieczystości zostają również na parapetach, dachach, balkonach i we wszystkich innych miejscach gdzie gołębie wypoczywają i skąd mają doskonałą perspektywę i widok na całą okolicę. Niestety fizjologii się nie oszuka i gdzie są gołębie tam muszą być również ślady obecności gołębia. Nie jest to jednak dostateczny argument dla tych właścicieli posesji, mieszkań i budynków, którzy niespecjalnie cenią awangardowe ozdoby i taki styl dekorowania elewacji.

Lęgowy gołąb miejski to jednocześnie hałaśliwy gołąb. A to również nie jest element sprzyjający popularyzacji tych ptaków w miejskiej przestrzeni. Doświadczam tego regularnie na własnej skórze, a właściwie własnych uszach. W pogodne dni od samego ranka aż po wieczór jeden wytrwały i niesłychanie zawzięty samiec urządza mi koncerty, w zasadzie nieustające. Pogruchiwania, pohukiwania niosą się i rozchodzą w powietrzu doskonale, a niepoprawny gołąb nie ma ani odrobiny przyzwoitości i zrozumienia dla człowieka chcącego w weekend pospać odrobinę dłużej.

 GOŁĄB SWÓJ ROZUM MA

 Gołąb miejski jest ptakiem kosmopolitycznym. Ptaki te występują praktycznie we wszystkich zakątkach naszego globu, oczywiście tam gdzie rozwinęła się cywilizacja. Nie znajdziemy gołębi na pustkowiach Syberii, północnych krańcach Eurazji, czy rozległych pustyniach i bezkresnych dżunglach.  Jednak poza Antarktydą na wszystkich kontynentach zlokalizujemy ślady obecności gołębi miejskich. Przystosowują się do życia w zorganizowanej przez człowieka przestrzeni doskonale. Potrafią wykorzystywać różnego rodzaju budynki, czasami nawet na pozór zupełnie nie wskazane dla ptaków. Hale, dworce, tunele, zadaszone perony, muzea, galerie handlowe i wiele innych budynków użyteczności publicznej. Szybko orientują się gdzie warto przebywać, gdzie jest miejsce służące do opuszczenia budynku, jak się przemieszczać. Byłem kiedyś w muzeum stworzonym w ruinach zamku, gdzie przebywało mnóstwo gołębi. Rozglądałem się dookoła i bezskutecznie szukałem miejsca, przez które przebywające tam ptaki mogłyby wlatywać i wylatywać na zewnątrz. W ciemnym pomieszczeniu nie było widać żadnych otworów, okien, czy dziur. Okazało się, że gołębie do przemieszczania się wykorzystują to samo jedyne niewielkie wejście, które przeznaczone jest dla turystów. Gdy szklane drzwi otwierał kolejny bywalec, gołębie korzystały z okazji i  ruszały z impetem tuż nad głowami ludzi ku otwartej przestrzeni. Ich decyzja oraz reakcja były doskonale skoordynowane i do perfekcji czasowo zgrane z niezwykle krótkim momentem uchylenia wejścia. Pozornie ptaki te wydają się krępe i mało zgrabne, jednak w powietrzu są sprawne i szybkie. Jeżeli gołębie są wszędzie to oczywiście nie może ich zabraknąć na terenie Zakładu Unieszkodliwiania Odpadów Komunalnych w Spytkowie, gdzie warunki do funkcjonowania mają wyborne. Plac z odpadami, składowisko, dowóz pokarmu, nasiona i warzywa które rozsiewają się na obrzeżach placu to pierwszy czynnik. Zakładowe garaże, hangary, hale i wiaty, gdzie można się schować w deszcz, mróz i niepogodę to drugi. Trzeci z kolei to względna swoboda i nie wchodzenie sobie nawzajem w drogę z wszechwładnym człowiekiem, a przynajmniej nie na taką skalę jak w otoczeniu siedlisk mieszkalnych. Jak gołąb nabrudzi na wysypisku odpadów to - summa summarum – dramat się nie dzieje. Jednak obserwując w ostatnim czasie te ptaki na terenie zakładu w Spytkowie doszedłem do konkluzji, że gołąb miejski to spryciarz i swój rozum ma. Mimo, że w takim miejscu ptaki te mogą poczuć się swobodnie, mogą sobie pozwolić na więcej, mogą nie ograniczać swoich poczynań, nie korzystają z tych przywilejów w sposób ostentacyjny. Mało tego,  starają się nie rzucać nikomu w oczy, przemykają nerwowo i nie pokazują się zbyt długo na otwartej przestrzeni. Mimo, iż całe stada mew i krukowatych dokazują aż zakład trzeszczy w posadach. Jednak zmyślny gołąb wie, że położenie ZUOK-u - z dala od miasta, tuż przy skraju lasu, w ustronnym i trochę peryferyjnym zakątku, skutkuje tym, że trzeba się bardziej pilnować niż w centrum nawet największych aglomeracji. Tu do gry wchodzą zagrożenia dużo poważniejsze w postaci drapieżnych ptaków, a nawet lisów, które potrafią wkraść się na zakładową posesję. A gołębie doskonale wiedzą, że przy takim dobrobycie żywieniowym można stracić głowę i osłabić swoją czujność. A na to tylko czekają okoliczne jastrzębie, krogulce,czy myszołowy…